Beskid Niski – 3 dni przygody

Beskid Niski zauroczył nas dawno temu i wciąż wracamy tu z radością. „Za każdym razem gdy tu jesteśmy widzimy ile tracimy, gdy nas tu nie ma” wpisał się kiedyś Krzysztof do księgi pamiątkowej Domu na Łąkach.

Gdy dzieci podrosły na tyle, że mogliśmy im wręczyć po własnym plecaczku,scyzoryku, latarce i kompasie (czyli 7 i 8 lat) – uznaliśmy, że pora wrócić na szlak przygody. W czerwcu wyruszyliśmy na trzy dni. Pomysł był prosty: wędrówka szlakiem, biwakowanie w namiocie przy potoku, wieczorem ogniska.

Górskie wędrówki to część naszej młodości, chcieliśmy pokazać chłopakom, jakie to jest fajne.

Górskie wędrówki to część naszej młodości, chcieliśmy pokazać chłopakom, jakie to jest fajne.

Beskid Niski – ruszamy na szlak!

My nieśliśmy sprzęt obozowy, chłopcy w swoich plecakach mieli ukochane przytulanki, kilka drobiazgów i ubrania na zmianę. Okazało się, że przejście 16 kilometrów (!) jednego dnia to dla nich fraszka! Dla naszych synków to była przygoda życia!

Wejście na Rotundę z cmentarzem z I wojny i opowieści o walkach jakie miały tu miejsce podczas Operacji Gorlickiej, zbieranie szyszek i gałązek o ciekawych kształtach, sprawdzanie czy skrzyp skrzypi, wspinaczka na leżące pnie drzew i wiszenie na ich gałęziach, szukanie szlaku z kompasem…

Beskid Niski - rozpoczynamy naszą wędrówkę od zdobycia Rotundy.

Beskid Niski – rozpoczynamy naszą wędrówkę od zdobycia Rotundy.

Przy okazji odkryłam po raz kolejny, jak inaczej wygląda świat z perspektywy małego człowieka: rozmoczona deszczem gliniana droga była super zabawą: bo jak świetnie się na takiej glinie można ślizgać, a do tego ile da się z niej kulek ulepić (na czystość odnóży lepiej od razu przestać zwracać uwagę).

Gdy podczas gotowania obiadu na polanie chłopcy odkryli błotne bajorko w którym zaczęli się taplać z radością uznałam, że może jednak przesadzam z ich wolnością od konwenansów, ale ich uszczęśliwione miny i okrzyki: „mamo, to najwspanialszy dzień w naszym życiu!” skutecznie zgłuszyły wyrzuty sumienia. Na postojach chłopcy z radością strugali też łódki z kory (pamiętacie jeszcze taką zabawę?) i sprawdzali, która szybciej pomknie strumykiem.

The best day ever - tyle wody do zabawy!

The best day ever – tyle wody do zabawy!

Spotkanie z salamandrą

Zresztą gorsza pogoda potrafi mieć swe zalety. Powoli wspinamy się na Cigielkę, las powoli osnuwa się zmierzchem i nagle na drodze widzimy salamandrę! Zwierzak umyka w paprocie, a moi synkowie zgodnie stwierdzają, że przypomina żelka! I jakby to było świetnie jeszcze jedną spotkać. To bardo rzadkie zwierzę, mimo tylu wyjazdów w Beskid Niski widziałam ją po raz trzeci w życiu. A tego dnia spotkaliśmy aż sześć salamander!

Natomiast przy granicy słowackiej czekało mnie zaskakujące odkrycie, jak głęboko są w nas zakorzenione nacjonalistyczne stereotypy. Na granicy (po polskiej stronie słupka, wysoko ponad wioskami polskimi i słowackimi) leżały śmieci. Porzucone puszki po piwie i opakowania chipsów. Dzieci oburzone uznały, że to Słowacy nam je podrzucili. Na pewno oni, bo my Polacy to byśmy never nigdy w życiu tak się nie zachowali. I nijak ich nie przekonywało to, że opakowania pochodzą z Polski, co niestety falsyfikuje ich tezę…

Zapada zmierzch, a my wciąż nie rozbiliśmy obozu!

Zapada zmierzch, a my wciąż nie rozbiliśmy obozu!

Biwak w deszczu

Późnym wieczorem, w padającym deszczu usiłowaliśmy znaleźć choć odrobinę płaskiego miejsca do rozbicia namiotu. Gdy już wszyscy leżeliśmy w suchych śpiworach opowiadając sobie o przeżyciach minionego dnia, nagle uświadomiłam sobie, że chyba buty dzieci nie wyschną. Postanowiłam zastosować słynną maksymę Scarlett O’Hara – „pomyślę o tym jutro„.

Rankiem mąż spojrzał z wyrzutem: dzieci nie mają suchych butów ani skarpet. Racja, ale po całonocnym deszczu i tak za chwilę wszystko będzie mokre. Nie doceniłam kreatywnego rodzicielstwa w wydaniu Krzyśka. Przed namiot wystawił palnik, nad płomieniem ogrzewał skarpetki po czym zakładał je dzieciom. Ich szczęście nie miało granic – można chodzić w butach przez kałuże i nie przejmować się, że woda się górą przelewa! Czy muszę dodawać, że nawet nie dostały kataru?

Błoto, woda, deszcz - wspomnienia z tego wyjazdu mamy super!

Błoto, woda, deszcz – wspomnienia z tego wyjazdu mamy super!

Szczegółowa relacja z tej wędrówki na portalu Małego Podróżnika 
Wyruszasz do Ugandy tropić goryle? Sprawdź jakie buty zabrać!

Zdjęcia z naszej przygody:

Obiad na polanie smakuje doskonale!

Obiad na polanie smakuje doskonale!

Wędrujemy po błocie...

Wędrujemy po błocie…

Pokonujemy potoki...

Pokonujemy potoki…

Nic dziwnego, że nóżki (i buty!) są mokre!

Nic dziwnego, że nóżki (i buty!) są mokre!

Kreatywny tata podgrzewa skarpetki i buty, by było miło je włożyć.

Kreatywny tata podgrzewa skarpetki i buty, by było miło je włożyć.

Męska przygoda - uczymy się czytać mapy!

Męska przygoda – uczymy się czytać mapy!

Staś: "Zrób mi zdjęcie by pokazać, że koniki nie gryzą!"

Staś: „Zrób mi zdjęcie by pokazać, że koniki nie gryzą!”

Beskid Niski - a busz prawie jak w Afryce!

Beskid Niski – a busz prawie jak w Afryce!

Nasze plecaki: każdy miał coś do niesienia!

Nasze plecaki: każdy miał coś do niesienia!

Śpiwory Fjorda Nansena doskonale się sprawdziły!

Śpiwory Fjorda Nansena doskonale się sprawdziły!

Dla takich chwil kocham wędrowanie!

Dla takich chwil kocham wędrowanie!


(c) AfrykAnka.pl

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz