Jeziora Ounianga. Skarb Sahary

Czad, listopad 2021

– Anka! Czemu ten gość na nas krzyczy? Przetłumaczysz?
Jesteśmy nad jednym z jezior Ounianga, wzburzony mężczyzna wskazuje na naszego flaminga dryfującego przy brzegu…

Flaming w drodze nad jezioro!

Flaming w drodze nad jezioro!

Flaming na pustyni

Mężczyzna ma prawo się obawiać, bo pierwszy raz w życiu widzi coś tak dziwnego! Wściele różowy flaming to pomysł dwóch dziewczyn z naszej wyprawy TORRE . Skoro będziemy nad wodą – weźmy coś do popływania! Nie wzięliśmy tylko pod uwagę, że miejscowi ludzie mogą to uznać za rzecz niebezpieczną. A że jesteśmy nad jedynym w okolicy źródłem słodkiej wody – zrozumiałym jest, że trzeba ją chronić!

Tłumaczę panu, że ten flaming na pewno nie zagrozi wodzie, że za chwilę go zabierzemy i będziemy dbali, by jeziora nic nie zanieczyściło. Pan jeszcze rzuca okiem na zanurzoną przy brzegu skrzynkę piwa i kiwa głową ze zrozumieniem. Nie mamy lodówki, więc korzystamy z chłodu wody.

Na szczęście pan dał się przekonać, ale do wody nie wszedł :)

Na szczęście pan dał się przekonać, ale do wody nie wszedł 🙂

Za to nam pływanie na flamingu dało dużo radości!

Za to nam pływanie na flamingu dało dużo radości!

Wokół pustynia po horyzont, pastelowe wydmy ścielą się miękko między skałami… Jak uchowały się tu jeziora?

Błękitne pazury, żółty piach

Ounianga to prawdziwy cud przyrody. Są w północnym Czadzie, w rejonie Bourkou-Ennedi-Tibesti. Tysiące lat temu było tu ogromne jezioro. To w tych czasach, przez sawannę Sahary wędrowały słonie, żyrafy i nosorożce. Ich wizerunki dawni ludzie pozostawili na skałach Algierii i Libii. Ale około 5000 lat temu pustynia zaczęła odbierać należną sobie daninę. Coraz więcej jezior wysychało, coraz więcej drzew umierało, ludzie musieli opuścić swe domy i poletka…

Jeszcze przez jakiś czas walczyli, tworząc bariery by uchronić drzewa i uprawy przed piaskiem, ale nie mieli szans. Jeziora Ounianga widziane z kosmosu wyglądają niczym błękitne pazury wdzierające się w żółty piasek. Wiejące z północy na południe pasaty metodycznie zasypują jeziora piaskiem, tworząc z nich coraz węższe rynny.

Jeziora Ounianga Serir i wkraczające do nich wydmy, widziane z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. (źródło: Wikipedia).

Jeziora Ounianga Serir i wkraczające do nich wydmy, widziane z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. (źródło: Wikipedia).

Z ziemi niektóre jeziora wyglądają na ogromne!

Z ziemi niektóre jeziora wyglądają na ogromne!

Jakim cudem nie wyparują w palącym słońcu, skoro nie docierają tu żadne rzeki? Odpowiedź czeka pod ziemią, gdzie przez tysiąclecia wilgotnego klimatu nagromadziła się woda. Przesącza się milimetr po milimetrze, ratując jeziora przed zniknięciem. Tam, gdzie na brzegach rosną trzciny – parowanie jest mniejsze i woda bardziej słodka. W części jezior jednak wskutek parowanie nasyca wodę solą.

Unikalność tego ekosystemu polega na tym, że jeziora są ze sobą połączone, a woda przenika między nimi przez wydmy. To dlatego, nawet jeśli największe z jezior Yoa jest zasolone, może liczyć na ciągły dopływ świeżej wody. Dopóki pewnego dnia wszystkie jeziora nie wyschną…

Jeziora Ounianga mają charakterystyczny podłużny kształt.

Jeziora Ounianga mają charakterystyczny podłużny kształt.

Na brzegu widać wyraźne wywity soli.

Na brzegu widać wyraźne wykwity soli.

Zazdrosne jezioro Tegguedei

– Niegdyś ruszały stąd wielkie karawany soli, dziś też się ją tu wydobywa, ale już nie na taką skalę. – opowiada Mohammed, nasz przewodnik.
To właśnie sól była najcenniejszym towarem, z którym przez pustynię wędrowały ogromne karawany. W oazie przy jeziorze widzimy przykryte tkaninami i kamieniami kopczyki. Pod każdym z nich jest zebrana kupka soli, która za jakiś czas zostanie wysłana do innej oazy.

Kopce z solą nad jez. Tegguedei.

Kopce z solą nad jez. Tegguedei.

Oaza - jej mieszkańcy to prawdziwie Dzieci Diuny!

Oaza – jej mieszkańcy to prawdziwie Dzieci Diuny!

Tymczasem chcemy podejść do brzegu.
– Możecie spróbować, ale marne szanse. – Mohammed kręci głową powątpiewająco. – Potem pojedziemy na punkt widokowy, stamtąd je zobaczycie.
Jezioro Tegguedei zazdrośnie strzeże swego piękna. Palmami i chaszczami broni dostępu do siebie. Ale gdy wspinamy się na klif – odsłania przed nami swą urodę.

Połączenie bezkresnej pustyni wokół i zieleni nad wodą robi niesamowite wrażenie. I choćbym zobaczyła potem wszystkich 17 innych jezior – to na zawsze zostanie w mym sercu jako pierwsze.

Z oddali jez. Tegguedei wygląda jak pasek zieleni...

Z oddali jez. Tegguedei wygląda jak pasek zieleni…

Dopiero z klifu widać panoramę jeziora.

Dopiero z klifu widać panoramę jeziora.

Biwak nad Ounianga Serir

Nazwa pojezierza pochodzi od osady Ounianga. Dodano też Kebir (wielkie) i Serir (małe) by zaznaczyć, gdzie tej wody jest więcej. Ale gdzie jest piękniej? Nie umiem powiedzieć.

Słynna holenderska podróżniczka Alexandrine Tinné w 1869 roku wyruszyła przez Saharę do jeziora Czad. W karawanie wielbłądy niosły dwie żelazne skrzynie z wodą – wkrótce rozeszła się plotka, że są tam złote monety. Tuaregowie zabili zatem Alexandrinę i towarzyszących jej dwóch holenderskich marynarzy… My nie musimy wody chować w skrzyniach – nad tym jeziorem mamy jej pod dostatkiem.

Zachód słońca nad jeziorem.

Zachód słońca nad jeziorem.

Zostajemy tu na dwie noce i spędzamy jedyne leniwe pół dnia podczas wyprawy przez Czad. Odległości są tu bowiem tak duże (ten kraj ma powierzchnię 1 284 000 km2 czyli ponad 4 razy więcej niż Polska!), że zwykle od świtu ruszamy dalej w drogę. Do tego noce (w listopadzie) są upalne. Dlatego zabrałam ze sobą namiot Core-tent (firmy Bushmen, tak to ci sami co robią hamaki z moskitierą), bo właściwie jest to moskitiera w kształcie namiotu. Genialny wynalazek!

Namiot Core-tent na pozór wygląda jak zwykły namiot...

Namiot Core-tent na pozór wygląda jak zwykły namiot…

...ale ściany Core-tent są z moskitiery.

…ale ściany Core-tent są z moskitiery.

Przed świtem z Anią, Januszem i Dominikiem wchodzimy na skałę wznoszącą się naprzeciw naszego obozu. Widok na okolicę jest bajeczny! Słońce wyzłaca wydmy (wbrew pozorom w tej części Sahary jest też sporo skał, więc o ładne wydmy wcale nie tak łatwo!), nasza ekipa w dole szykuje już śniadanie.

Nim stąd wyjedziemy, jeszcze raz wskoczymy do chłodnego jeziora. Kąpiel na pustyni – to dopiero luksus!

Wydmy o świcie...

Wydmy o świcie…

Gra światła i cienia.

Gra światła i cienia.

Warzywniak na Saharze

Choć pustynia wygnała większość swych mieszkańców, co jakiś czas trafiamy na osady. W jednej z nich zostajemy oprowadzeni po… ogrodzie warzywnym! Z niemałym wysiłkiem (wodę dostarcza pompa, a jak się zatnie to trzeba ją na osiołkach wozić z jeziora) uprawia się tu pomidory, ogórki a nawet arbuzy.

Komu arbuza? Komu?

Komu arbuza? Komu?

Robimy zakupy!

Robimy zakupy!

Takiej okazji nie możemy przepuścić, więc nasi przewodnicy uzupełniają zapasy warzyw. To dla nas i tak cud, że przez tyle dni podróży wciąż udaje się im mieć dla nas pyszne jedzenie.

W połówkach butelek widzę malutkie rośliny. Tak uprawia się sadzonki – tu nic się nie zmarnuje! Gdy po kilku dniach dotrzemy wreszcie do cywilizacji, wanna pełna wody wyda się nam niewyobrażalną rozrzutnością…

Sadzonki w oazie.

Sadzonki w oazie.

Kolor wody niektórych jezior jest niezwykły!

Kolor wody niektórych jezior jest niezwykły!

Ounianga to prawdziwy skarb Sahary.

Ounianga to prawdziwy skarb Sahary.

Nasza ekipa ze słynnym flamingiem :D

Nasza ekipa ze słynnym flamingiem 😀

Zdjęcia i historie do tego wpisu zostały zebrane podczas wyprawy TORRE do Czadu w listopadzie 2021.

Zajrzyj do wpisu o poszukiwaniu zwierząt na pustyni Namib oraz jak Namibia zmieniła moje życie.


(c) AfrykAnka.pl

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz