Uganda. Spotkanie z gorylami górskimi (lipiec 2021)

– Chłopie, no odwróć się… Choć na chwilę! Proooszę! – osiem osób w myślach błaga goryla o współpracę, a ten nic. Tym razem spotkanie z gorylami górskimi nie zaczęło się dobrze. Srebrnogrzbiety siedzi odwrócony do nas plecami, pałaszując kolejne pnącza…

W sumie to mógłbym się odwrócić...

W sumie to mógłbym się odwrócić…

Śladami leśnych słoni

Do tej pory moje spotkanie z gorylami zaczynałam z Ruhija, tym razem na obserwacje wyruszyliśmy z Rushaga. W każdym z tych miejsc jest określona ilość permitów wydawanych na dany dzień. W Ruhija nie było wystarczającej ilości dla naszej grupy TORRE, na szczęście były tutaj. Krótka odprawa, przypomnienie jak należy się zachować przy gorylach, podział naszej ekipy na 2 grupy i ruszamy.

Teoretycznie szłam w grupie, która miała dotrzeć do bliższej rodziny (Bweza), ale jak zwykle goryle za nic miały nasze plany. Gdy mozolnie weszliśmy ścieżką do góry, okazało się, że one właśnie śmignęły sobie w dół. Cóż było robić: ślizgając się w błocie i między chaszczami błyskawicznie traciliśmy dopiero co zdobyte metry.

Wędrujemy przez las Bwindi.

Wędrujemy przez las Bwindi.

Zejście w dół - bywa stromo!

Zejście w dół – bywa stromo!

Jednak tym, co po drodze zdumiało mnie najbardziej były… odchody leśnych słoni! O ile na ścieżce mogłam sobie wyobrazić wędrówkę tych kolosów, o tyle na stromym stoku tył to wyczyn! Ale nasz ranger powiedział, że słonie w lesie Bwindi doskonale sobie radzą z takimi wyzwaniami.

Ślady leśnych słoni...

Ślady leśnych słoni…

Las Bwindi: nieprzenikniony, otoczony

Wędrując wcześniej, szlak od razu prowadził nas w deszczowy las. Mogłam więc ulec złudzeniu, że Bwindi (zgodnie ze swą nazwą) jest lasem nieprzeniknionym. Bezkresnym, odwiecznym, tajemniczym. Tym razem mogłam przekonać się, że tak jak wszystkie enklawy dzikiej przyrody – jest otoczony przez ludzi.

Las sprawia wrażenie bezkresnego...

Las sprawia wrażenie bezkresnego…

Miejscami tworzy istną ścianę zieleni.

Miejscami tworzy istną ścianę zieleni.

Wędrując ścieżką na zboczu góry widzę jak kończy się bujna zieleń tropikalnego lasu i zaczynają uprawne pola pocięte paskami uporządkowanej zieleni. Gdy tworzono parki narodowe (i zakazywano ludziom korzystania z leśnych zasobów), początkowo zdarzały się nawet podpalenia. Rozwój turystyki zmienił nastawienie miejscowych, bo część pieniędzy z permitów idzie na wspieranie lokalnych społeczności.

Dopóki zwykli ludzie będą widzieli korzyści z istnienia tego prastarego lasu – będzie on bezpieczny. Ale co stanie się, gdyby turystyka załamała się na kilka lat? Wzrastająca populacja potrzebuje drewna na opał, a w lesie jest go pod dostatkiem…

Las otaczają pola uprawne.

Las otaczają pola uprawne.

Legenda nieprzebytego lasu

Tak sobie rozmyślam, by zająć czymś głowę i nie zastanawiać się, że już prawie dwie godziny błąkamy się przez Bwindi. Uważnie patrzę pod nogi: w pewnym momencie mijamy półmetrową dżdżownicę! Mój anioł stróż – porterka Patience – co chwila podaje mi pomocną dłoń. Zwłaszcza, gdy zejście robi się zbyt strome (a prawdę mówiąc od pół godziny jest tylko takie!)

Dżdżownica w rozmiarze XXXL.

Dżdżownica w rozmiarze XXXL.

Las równikowy jest pełen życia.

Las równikowy jest pełen życia.

I tak jesteśmy w lepszej sytuacji, niż wędrowcy z legendy o Bwindi. Ta nazwa oznacza miejsce ciemne i bagniste. Wywodzi się z pradawnej opowieści o rodzinie, która usiłowała przejść przez tutejsze bagna (tu pozdrowienia dla drugiej ekipy TORRE, która podczas tego trekkingu przekroczyła aż 5 strumieni!).

Gdy leśne duchy ich spostrzegły (wędrowców, bo naszą ekipę puściły wolno, choć z mokrymi butami), zachwyciły się urodą jednej z dziewcząt. I zażądały, aby została z nimi, a wtedy uratują pozostałych. Rodzina przez dwa dni biła się z myślami (oraz przedzierała przez chaszcze, zupełnie jak my teraz), aż w końcu pozostawili nieszczęsną w lesie.

Od tej pory nikt nie ważył się wędrować przez nieprzenikniony, bagnisty, ciemny i grząski las Bwindi. My mamy permity, rangerów, porterów oraz – uwaga, uwaga! – słoneczny dzień! Pierwszy raz widzę ten las pełen światła!

Przejście przez potok - był nawet mostek!

Przejście przez potok – był nawet mostek!

Mroczne ostępy Bwindi.

Mroczne ostępy Bwindi.

Przez drzewiaste paprocie prześwieca słońce.

Przez drzewiaste paprocie prześwieca słońce.

Gdy goryl ma focha

Podczas wędrówki nasz ranger regularnie łączył się z trackerami (czyli strażnikami, od świtu wędrującymi za gorylami, by nas szybciej do nich doprowadzić). Wreszcie padły upragnione słowa, że jesteśmy blisko. I faktycznie: chwilę później przewodnik wyjmuje płyn do dezynfekcji, skrupulatnie pryska nam na dłonie i nakazuje założyć maseczki (to nowe obostrzenia, wymuszone przez pandemię, ale mają sens, jako że goryle łatwo mogą się zakazić od ludzi).

Ruszamy na spotkanie. Ale „nasz” goryl nie ma ochoty choćby na nas spojrzeć! Co za porażka! Cała nasza ósemka doskonali sztukę telepatii – a on NIC! Siedzi odwrócony do nas tyłem i flegmatycznie objada kolejne pnącza.

Przez ponad 10 minut oglądamy plecy silverbacka.

Przez ponad 10 minut oglądamy plecy silverbacka.

– Hmmm – mruczą przyjaźnie trackerzy w nadziei, że namówią go na choćby jedno spojrzenie. Bezskutecznie. Widzimy tylko jego plecy oraz miarowo poruszające się krzaki wokół. Jedyny ślad, że żeruje tu rodzina goryli. I nagle tracker dosłownie odskakuje w bok, gdy tuż koło niego (i nas!) przechodzi mama z maluchem na plecach! Dzieciak spojrzał na nas ciekawie i tyle ich widzieliśmy.

Śniadanie na drzewie

Na szczęście trackerzy doskonale znają zwyczaje goryli. Wiedzą, że jeszcze trochę muszą zjeść, zanim ułożą się na drzemkę. Wycinają maczetą przejście w pnączach i po kilku kolejnych frustrujących minutach (serio? tyle się natrudziliśmy, by popatrzeć na ścianę zieleni?), w końcu trafiamy na polanę, gdzie cała rodzina zebrała się na drugie śniadanie.

O! Mamy towarzystwo!

O! Mamy towarzystwo!

Gwiazdą spotkania jest mama, która najwyraźniej ma ochotę się zdrzemnąć, ale jej maluch jest bardzo zajęty otoczeniem (więcej we wpisie „Goryle górskie. Gdy maluch odkrywa świat„). Tymczasem starszy brat z wprawą cyrkowego akrobaty zwisa z gałęzi, usiłując dosięgnąć co smaczniejszych liści. Kolejny kuzyn przysiadł niedaleko nas, łypie to na swą rodzinę, to na ludzi, nieśpiesznie pakując pnącza do paszczy.

To ja jeszcze coś tu skubnę...

To ja jeszcze coś tu skubnę…

Spotkanie z gorylami: mama z maluchem.

Spotkanie z gorylami: mama z maluchem.

– Czujecie ten zapach? – pyta ranger i wskazuje srebrnogrzbietego, który przechodzi nieopodal. – Czysty testosteron i jasny przekaz, kto tu jest najważniejszy!
Jakby na potwierdzenie samiec puszcza dodatkową serię pruknięć. Teraz na pewno nie przeoczymy jego obecności!

Silverback z boku wyglądał przez chwilę jak barbapapa!

Silverback z boku wyglądał przez chwilę jak barbapapa!

Patrzymy z zachwytem. Wokół nas jest chyba z 8 goryli i to nie skrytych w gąszczu, lecz żerujących spokojnie na wyciągnięcie obiektywu. Pozują do portretów i scenek rodzajowych, jakby chciały nam zrekompensować początkowy brak zainteresowania silverbacka i trud dotarcia do nich.

Trudne rozstanie

To zawsze jest ciężki moment. I tak rangerzy dodali nam kwadrans do przepisowej godziny spotkania z gorylami, ale ile by czasu nie spędzić na obserwacji – zawsze jest za krótko.
– Ostatnie zdjęcia – uprzedza nasz przewodnik.
Ale jak tu przestać, gdy mama bawi się z dzieckiem, kuzyn właśnie przechodzi na kolejne drzewo, a srebrnogrzbiety wędruje nieopodal?

Ten maluch nas zauroczył!

Ten maluch nas zauroczył!

Przeciągamy chwilę rozstania ile się da. W końcu poczucie przyzwoitości nakazuje mi zarządzić odwrót. Nie za szybki, ale nieuchronny. Wręczanie napiwków trackerom (szczegóły rozliczeń i techniczne info znajdziesz we wpisie „Goryle w Ugandzie. Informacje praktyczne„) i z pomocną dłonią porterów wydobywamy się z gąszczu.

Powrót idzie nam szybciej, bo wracamy inną drogą.
– Jakbym wiedział, że zejdą to bym was do nich poprowadził dołem, ale tego się nie da przewidzieć – tłumaczy mi przewodnik.
Wiadomo. Ale wszyscy jesteśmy tak szczęśliwi po tym spotkaniu, że chętnie byśmy jeszcze dalej poszli, by móc znowu coś takiego przeżyć.

Tak obecnie wędruje się na spotkanie z gorylami. Maseczka przy nich - obowiązkowa!

Tak obecnie wędruje się na spotkanie z gorylami. Maseczka przy nich – obowiązkowa!

Niespodziewane odwiedziny

Gdy dochodzę do miejsca skąd ruszyliśmy na szlak, słyszę śmiechy i głos Bogumiła:
– I pocośmy tyle łazili po lesie?
Fakt! Na drzewie przy budynku siedzi wielki silverback. Metodycznie łamie gałęzie i je objada.

– Możecie go oglądać do woli, tu już limit z permitu nie obowiązuje – śmieje się strażnik, który zaczyna wypisywać nasze dyplomy.
Z takiej okazji nie sposób nie skorzystać! Zachowując przepisowy dystans 8 metrów (oraz maseczki na twarzach!) fotografujemy samotnego goryla, który jakiś czas temu przegrał walkę o władzę w swym stadzie. W pewnym momencie zwierzak zsuwa się po pniu w dół i… zaczyna żerować na ziemi. Patrzy na nas bez specjalnego zainteresowania, ot, kolejny element krajobrazu.

Goryl po chwili zszedł z drzewa...

Goryl po chwili zszedł z drzewa…

I obok nas jadł drugie śniadanie.

I obok nas jadł drugie śniadanie.

Nagle rusza pewnym krokiem w naszym kierunku! Jednak to nie my jesteśmy jego celem. Sprawnie przechodzi pod linkami ogradzającymi teren i siada w krzakach, gdzie spędzi kolejne pół godziny na wyszukiwaniu co lepszych kąsków.

Przez chwilę wyglądało to groźnie.

Przez chwilę wyglądało to groźnie.

Ale celem były pobliskie zarośla.

Ale celem były pobliskie zarośla.

Mniam! Dieta wegańska jest pyszna!

Mniam! Dieta wegańska jest pyszna!

Nasz przewodnik wręcza nam dyplomy, gratulując dotarcia do stada.
– Słuchaj, ale to nie była łatwa trasa? – wolę się upewnić, bo w mojej skali było to całkiem trudne dojście.
– Średnio trudne – mówi. – Jakbyśmy poszli od razu dołem byłoby łatwiej…

Gdy potem spotykamy się z drugą ekipą Torre zaczyna się licytacja, kto miał cięższy szlak. Jednak nas pokonali: mieli więcej błota i więcej potoków. Ale też świetne spotkanie z gorylami, więc najwyraźniej tego dnia duchy lasu były dla nas łaskawe!

Nim wyjedziemy, odwiedzamy jeszcze stragany z pamiątkami przy bramie parku. Królują rzecz jasna goryle: rzeźbione, malowane, na koszulkach i magnesach. Są nawet laski do wędrówki z wiadomymi dekoracjami. Nawet za bardzo się nie targujemy. COVID dał tu wszystkim popalić. Nasza wizyta to dla nich nadzieja, na powrót normalności…

Stragany z pamiątkami przy bramie parku.

Stragany z pamiątkami przy bramie parku.

Tu byłam i goryle tropiłam!

Tu byłam i goryle tropiłam!

Jedziesz na safari? Ten artykuł w formie PDF możesz wydrukować lub wgrać w telefon i zabrać ze sobą w podróż!

Przed wyprawą do Ugandy zajrzyj do wpisów:

Pełen spis rodzin goryli (w Ugandzie, Rwandzie i DRK) znajdziesz na stronie igcp.org/families Wszystkie zdjęcia do tego artykułu zostały zrobione podczas godzinnego spotkania z gorylami ekipy TORRE.pl w Ugandzie (trekking lipiec 2021).


(c) AfrykAnka.pl

Może Cię zainteresuje...

2 komentarze

Edyta 30 lipca, 2021 - 10:00 pm

Piękny artykuł i świetne zdjęcia! Cały blog jest absolutnie inspirujący i ciekawy! 👍👍👍

Powtórz
AfrykAnka 31 lipca, 2021 - 5:19 am

Dzięki! Mam nadzieję, że w tych wpisach odnajdziesz pomysły na kolejne piękne wyprawy! 😀

Powtórz

Zostaw komentarz