Czad. Ekspedycja saharyjska cz. 2

Przygoda 4x4 przez Saharę

Czad przyciągnął mnie fantastycznymi krajobrazami i bezkresem Sahary. Pierwsza część relacji TUTAJ

Ruszamy dalej!

Ruszamy dalej!

Nocleg za milion gwiazd

Oazy były miłym przerywnikiem w jeździe, jednak opuszczałam je bez żalu. Największą bowiem radość sprawiały mi nasze obozy, rozbijane na pustyni. O ile na dojeździe spaliśmy gdzie akurat rzucił nas los (choć zwykle okoliczności przyrody były piękne!), to biwaki w Ennedi były mistrzostwem świata. Obserwowanie w nocy łuku Bachikele czy iglic Habeiki warte było bezsenności.

Biwak po drodze.

Biwak po drodze.

Nasza czadyjska ekipa miała dla nas namioty, ale dwa przywieźliśmy z Polski. Ala wzięła ze sobą duży namiot, by spać wygodnie. Nazwaliśmy go „Radisson” bo wyglądał naprawdę imponująco. Zostawiła go potem Alemu z naszej obsługi, więc nie zdziwię się jeśli stał się mieszkaniem dla jakiejś rodziny!

Nasz "Radisson" na pustyni :D

Nasz „Radisson” na pustyni 😀

Ja zabrałam CORE-tent firmy Bushmen, będący połączeniem namiotu i moskitiery. Genialna konstrukcja, bo zabezpiecza przed niechcianymi gośćmi (węże, skorpiony, komary i muchy – nikt nie chce ich mieć w namiocie!), a jednocześnie daje przewiew (rzecz bezcenna w upalne noce!). No i wystarczy otworzyć oczy, by widzieć gwiazdy i piękno skał wokół!

Ja w moim namiocie. Bajka!

Ja w moim namiocie. Bajka!

Tylko jeden nocleg dał nam w kość. Wiało tak bardzo, że poważnie obawialiśmy się o całość „Radisona”! Ale przetrwał bez szwanku, podobnie jak wszystkie namioty, tyle, że potem przez kilka dni wysypywaliśmy piasek ze wszystkich zakamarków…

A tymczasem... podano do stołu!

A tymczasem… podano do stołu!

Trzej pancerni bez psa

Jeden nocleg wypadł nam w szczególnym miejscu. W 1986 roku zaczął się konflikt między Libią a Czadem, który do historii przeszedł jako „Wojna Toyot” („Toyota War”). Tyle, że nie walczono o te samochody, lecz dzięki mobilnym pick-upom czadyjskie wojsko mogło szybko przerzucać żołnierzy i sprzęt. Rok później wojnę zakończono a zdaniem badaczy Libia straciła aż 10% swej armii.

Pozostałość po wojnie.

Pozostałość po wojnie.

Pamiątki wojny znajdujemy na kolejnym biwaku. Kilka samotnych czołgów tkwi na wiecznym posterunku. Jedne zasypywane przez wydmy, inne na odsłoniętej przestrzeni.

Suchy klimat zachował je idealnie, sprawiają wrażenie, jakby wystarczyło je naprawić i mogą dalej ruszyć w drogę! To niesamowity plan zdjęciowy: zaczynam w nocy, kończę po wschodzie słońca. I jak tu spać, gdy jestem w tak wyjątkowych miejscach?

W świetle księżyca czołgi wyglądały niesamowicie.

W świetle księżyca czołgi wyglądały niesamowicie.

Wschód słońca nad równiną z czołgami.

Wschód słońca nad równiną z czołgami.

Janusz, Wojtek i Tedi robią sobie sesję na jednym z czołgów. Wyglądają świetnie! Muszą tylko uważać chodząc między czołgami, bo na pustyni wciąż leżą pociski. Całkiem sprawne. Na wszelki wypadek lepiej niczego nie brać do rąk.

Trzej pancerni.

Trzej pancerni.

Powrót z pustyni

Gdy przymykam oczy, widzę błękitne jeziora Ounianga między żółtymi skałami i wydmami. Czarne iglice Habeiki rysują się na czerwonym niebie. Samotny łuk Bachikele rozświetla światło księżyca.

Maczugi w labiryncie d’Oyo kuszą do wędrówki. Przez oazę biegnie chłopiec, wiatr rozwiewa jego ubranie. Dziewczęta w guelcie zasłaniają uśmiechy koronkowymi szalami. Wielbłądy patrzą na mnie spod długich rzęs…

W oazie.

W oazie.

Fantazyjne skały.

Fantazyjne skały.

Skalne baszty.

Skalne baszty.

Przejście między skałami.

Przejście między skałami.

Choć ta wyprawa dała mi mocno w kość, jestem szczęśliwa, że tu dotarłam. Do decyzji o wyjeździe zmobilizowały mnie słowa Artura Urbańskiego podczas jednego z pokazów: „To nie jest najbardziej stabilna część świata. Organizujemy tu saharyjskie ekspedycje, bo na razie jest bezpiecznie, ale może się tu zacząć jakiś konflikt i przez kolejnych trzydzieści lat będziemy musieli omijać ten kierunek”. Wie co mówi, bo od ponad 20 lat jeździ na Saharę.

W jednej z oaz Janusz i Wojtek przejęli motocykl.

W jednej z oaz Janusz i Wojtek przejęli motocykl.

Nasz easy rider!

Nasz easy rider!

Algieria czy Czad?

Gdybym miała porównać wyprawę na Saharę do Algierii i tutaj, to Algieria jest romantyczną przygodą. Z muzyką Tuaregów przy ogniskach, pięknymi wydmami, malowniczymi skałami i długimi odpoczynkami w środku dnia.

Czad to wyrypa w stylu Camel Trophy, a tutejsza pustynia to więcej skał niż wydm. Do Ennedi jedziesz trzy dni, a potem dalej spędzasz długie godziny w aucie, bo odległości są tu mordercze. Ale nie da się inaczej dotrzeć do tych cudów natury.

"Sahara express" - auta wiozące towary na gigantyczne odległości.

„Sahara express” – auta wiozące towary na gigantyczne odległości.

Gazela mknąca przy drodze.

Gazela mknąca przy drodze.

– Czad? To jakiś czadowy kierunek. – żartują moi znajomi. – Tam jest cokolwiek ciekawego?
Teraz i ja zaczynam mówić: „Jedź do Czadu”. Będzie ciężko, gorąco, daleko, długo. Zmęczenie, piach we włosach i kieszeniach. Wróciłam z przekonaniem, że nigdy tam już nie wrócę. Ale już zaczynam tęsknić…
Magia Sahary urzekła i mnie…

I jeszcze trochę skał.

I jeszcze trochę skał.

Pierwsza część relacji TUTAJ. Zajrzyj do wpisów: iglice Habeiki, łuk Bachikele i jeziora Ounianga.

Podróż nie kończy się nigdy...

Podróż nie kończy się nigdy…

Wszystkie zdjęcia do tego wpisu powstały podczas wyprawy TORRE do Czadu, listopad 2021 r.

Zajrzyj do wpisów o najlepszych biwakach w USA, o zielonej Saharze i o pustyni Namib.


(c) AfrykAnka.pl

 

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz