Uganda: bimbrownia w Bigodi i kawa na deser

Wędrujemy przez Bigodi aby zobaczyć domową destylarnię i proces wytwarzania piwa i ginu bananowego. A na deser jeszcze skosztujemy miejscowej kawy!

Spacer po Bigodi to projekt lokalnej społeczności.

Spacer po Bigodi to projekt lokalnej społeczności.

Banany rosną tuż koło domów.

Banany rosną tuż koło domów.

Podobnie jak drzewa chlebowca (jackfruit).

Podobnie jak drzewa chlebowca (jackfruit).

Domowa destylarnia

Pan Alex wita nas w swoim obejściu. W jego rodzinie alkohol pędzi się od czterech pokoleń – to się nazywa tradycja! Jego rodzina nauczyła się tego od ludów Bantu, przybyłych z lasów Kamerunu. Wokół widzimy banany różnych gatunków, które po zebraniu są przechowywane w spichlerzyku na wysokich nóżkach. Wkłada się tam kiście zielonych bananów a potem rozpala się pod nim ognisko by przyspieszyć ich dojrzewanie. W środku mieści się nawet do 30 kiści! A potem trzeba bananom dać wycisk.

Pan Alex w swym królestwie.

Pan Alex w swym królestwie.

Banany w spichlerzu.

Banany w spichlerzu.

I gotowe do przetworzenia.

I gotowe do przetworzenia.

Z liścia robimy lejek do filtrowania i przelewamy go wodą. Sok jest zbierany i następnie przelewany po przefiltrowaniu do naczynia. Sok jest w 100% naturalny, bez polepszaczy i chemii. Z tego soku robi się piwo bananowe: rozpalamy ogień pod garnkiem by zaczęło bulgotać, kiedy wywar zaczyna się gotować dodajemy herbaty aby napój nabrał brązowego koloru. Potem się je odstawia by się ostudziło, bo w tych temperaturach grzaniec nie ma wzięcia.

Robimy lejek...

Robimy lejek…

I filtrujemy!

I filtrujemy!

Sorgo też się przyda.

Sorgo też się przyda.

Natomiast sorgo dodaje się je do ostudzonego piwa i zostawia się na dwa dni by sfermentowało. Po dwóch dniach mamy gotowe piwo. Smakuje jak soczek ale działa jak drink typu „góra cy” czyli pijesz szklankę, dwie, góra cy, po czym robisz krok, dwa, góra cy. I padasz pod wpływem mocy trunku 😀

Degustacja to wyzwanie – urodziliśmy się gotowi więc nie pękamy! Bananówka-czterodniówka smakuje… cóż… niepowtarzalnie.

Gin z bananów

Aby zrobić gin potrzebny jest sok z bananów. Przelewa go do wielkiego kubła, trzyma pod przykryciem przez 16 dni. Po tym czasie sok jest sfermentowany i przelewa się go do kanistra. I taki kanister pełen sfermentowanego alkoholu niesie się na bagna. Kanister należy nieść na głowie, ponieważ wierzy się, że jeśli właściciel będzie niósł go nisko – to trunek będzie niskie jakości. Ale jeśli poniesie go na głowie to nabierze szlachetnego smaku.

Kanister trzeba nieść na głowie!

Kanister trzeba nieść na głowie!

Na bagnach, nad rzeką są przenośne destylarnie, gdzie wlewa się sfermentowany sok, zamyka kołkiem beczkę i blokuje, żeby ciśnienie nie wypchnęło kołka. Chłodna woda sprawia, że następuje kondensacja i z drugiej strony kapie przedestylowany gin. Opowiadamy panu, że u nas taki trunek nazywa się bimber i pędzimy go z ziemniaków.

Potem rozpala się ogień pod beczką. Pierwsze pędzenie nie jest zbyt mocne, zatem cały proces powtarza się następnego dnia otrzymując trunek z podwójnej destylacji. To już nadaje się do sprzedaży, a wszyscy wychwalają imię gorzelnika i jego dzieła. Niestety teraz z powodu COVID bary są zamknięte, więc klienci przychodzą do monopolowego i zabierają trunki do domu.

Domowa destylarnia.

Domowa destylarnia.

Na zdrowie!

Na zdrowie!

Butelka pół litra kosztuje 25 tys UGX (czyli 25 zł). To tak co byście wiedzieli na co się szykować finansowo jak tu traficie.
– Webale sana – dziękujemy bardzo i idziemy na zasłużoną kawę.

Kawa na dobranoc

W kawiarni (czyli po prostu w ogrodzie) obserwujemy cały proces przygotowana kawy, bo drzewa kawowe rosną wokół chaty. Z czteroletniego drzewa można zebrać 10 kilo ziaren: gdy owoce nabierają czerwonego koloru nadają się do zbiorów. Potem są suszone przez 2 tygodnie, wkłada się je do moździerza i obłupuje ze skorupek. Wreszcie ziarna są prażone na ognisku i mielone w moździerzu na proszek. Po ręcznym zmieleniu kawa jest jeszcze przesiewana przez sitko by został już tylko aromatyczny pył.

Pełen zestaw: ziarna kawy, sitko i gotowy produkt.

Pełen zestaw: ziarna kawy, sitko i gotowy produkt.

Po zbiorach każda rodzina zbiera ziarna i sprzedaje je na targu. Nasza pani jest jedyną w lokalnej społeczności przygotowującą kawę do picia, ponieważ herbatę uprawia się tu czarną i to ona jest najchętniej pitym napojem. Stąd ma przydomek „Coffe Queen”

Prażenie kawy.

Prażenie kawy.

W Ugandzie jest wytwarzana „Corona coffe” – zbieżność z pandemią zupełnie niezamierzona! Ten gatunek kawy przybył z Brytyjczykami, którzy w nazwie postanowili uczcić rodzinę królewską. W okolicy jest też trochę upraw arabiki, ale w lesie Kibale rośnie robusta. Co ciekawe pierwotnie ziarna kawy były używane do… żucia!

Od prawej: jeszcze surowe ziarna, po lewej: już uprażone.

Od prawej: jeszcze surowe ziarna, po lewej: już uprażone.

W Bigodi torebka kawy (około 0,5 kg) w ziarnach kosztuje 20 tys, a sproszkowanej kawy 25 tys.

Poznaj kulinarne atrakcje Ugandy: Zjeść rolexa, popić Nilem! Zdjęcia i historie do tego wpisu zostały zebrane podczas wyprawy TORRE do Ugandy.


(c) AfrykAnka.pl

 

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz