Z Warszawy do Płocka – rowerem na lody (lipiec 2021)

Początkowo pomysł był znacznie bardziej ambitny 😀 Razem z moimi synami mieliśmy dotrzeć z Warszawy nad morze, ale w życiu ważniejsza jest droga niż cel…

Gotowi do drogi!

Gotowi do drogi!

Ruszamy z Warszawy

Ponieważ byłam w Ugandzie prowadząc wyprawę Torre na spotkanie z gorylami, więc zadanie opracowania trasy zostawiłam chłopakom. Wywiązali się świetnie! Wyruszyliśmy z domu przez stolicę, a ja przy okazji poznałam trasy, które Michał przejeżdża ze znajomymi. Nie miałam pojęcia, że tak dobrze już poznał miasto!

Naszym celem było jednak wydostać się z Warszawy. I już w okolicy Tarchomina trafiliśmy na świetną ścieżkę. Poprowadzona wałem przeciwpowodziowym. jest popularnym miejscem spacerów. Naprawdę piękne miejsce, bo przez wiele kilometrów jedzie się wzdłuż rozlewisk Wisły.

Szlak z Warszawy wiedzie wałem przeciwpowodziowym.

Szlak z Warszawy wiedzie wałem przeciwpowodziowym.

Muzyka z głośnika uprzyjemnia jazdę.

Muzyka z głośnika uprzyjemnia jazdę.

Gdy dotarliśmy do Nowego Dworu Mazowieckiego, Michał zarządził sprawdzenie na stacji benzynowej jakie mamy ciśnienie w oponach. Szybkie dopompowanie, zakup picia i możemy ruszać dalej! W Modlinie okazało się, że wytyczona ścieżka rowerowa prowadzi na lotnisko, dalej musielibyśmy jechać wzdłuż drogi szybkiego ruchu. Zatem wróciliśmy nad Wisłę, zwłaszcza, że słońce zamierzało się z nami pożegnać.

Kompresor przyjacielem rowerzysty!

Kompresor przyjacielem rowerzysty!

Biwak nad rzeką

Hasło: Zakroczym.
Odzew: Skarpa!
Wiele miejsc w Polsce mam właśnie takimi hasłami zakodowane. Nawet nie pamiętam, kiedy byłam w Zakroczymiu na zdjęciach (ale na pewno tu z Krzyśkiem byliśmy!). Teraz zbliżała się noc, a my jeszcze nie mieliśmy miejsca na biwak. Początkowo miałam mniej ambitny plan i chciałam nocować po gospodarstwach agroturystycznych, ale moi synowie uznali, że to żadna przygoda, a biwaki są tym, co tygrysy lubią najbardziej.

Szukamy miejsca na nocleg.

Szukamy miejsca na nocleg.

Tyle, że tego lata komary były wyjątkowo liczne. I wyjątkowo żarłoczne! Gdy zatem zatrzymaliśmy się na chwilę – opadły nas całą chmarą! Na ratunek przyszedł nam Moskito Guard (mamy tu lokowanie produktu, który kupisz w naszym sklepie, ale ja naprawdę jestem fanką tego repelentu, bo nie raz mnie uratował!). Gdy się spryskaliśmy to komary latały wokół, ale już nas nie żarły. Uf!

Moskito Guard - mleczko do ciała, permetryna na ubrania. Komar i kleszcz - nie siada!

Moskito Guard – mleczko do ciała, permetryna na ubrania. Komar i kleszcz – nie siada!

No dobrze, ale gdzie dziś nocujemy? Pod skarpą widzie piaszczysta ścieżka, momentami jazda jest tak terenowa, że muszę prowadzić rower. Do tego jest piątek, jak jest ładna polana to siedzi na niej wędkarz, a do niektórych miejsc można dojechać samochodem (i w takich lepiej się nie rozbijać).

W końcu Michał pobiegł na zwiady (skąd on miał siły? wszak przejechaliśmy jakieś 65 km!). Wrócił z informacją, że dalej są znowu polany dostępne dla aut. Uznaliśmy że tycia polanka skryta pod drzewami będzie dla nas w sam raz. Zwłaszcza, że między rozwidleniem drzew miałam idealne miejsce do zawieszenia mego hamaka.

Na kuchence ugotowaliśmy makaron, nad Wisłą wschodził pomarańczowy księżyc – piękne miejsce! A rowery na noc przykryłam tarpem Bushmena (w maskujących kolorach). Nie było szans, by ktoś nam je zabrał!

Księżyc wschodzi - biwak już gotowy!

Księżyc wschodzi – biwak już gotowy!

Wnętrze namiotu i mego hamaka.

Wnętrze namiotu i mego hamaka.

Nasza polanka biwakowa.

Nasza polanka biwakowa.

Rowery skryte pod tarpem.

Rowery skryte pod tarpem.

Mamy nawet korek prysznicowy do butelki!

Mamy nawet korek prysznicowy do butelki!

Do Wyszogrodu na pizzę

Dzień powitał nas śpiewem ptaków (darciem dzioba od czwartej – sprecyzował Staś). Na śniadanie były tortille po czym zwinęliśmy obóz i ruszyliśmy dalej. Na „naszej” polance została tylko nieco zgnieciona trawa a zabraliśmy stamtąd wspomnienie świetnego biwaku.

Śniadanie!

Śniadanie!

Ruszamy dalej!

Ruszamy dalej!

Do Wyszogrodu jechaliśmy najpierw lasem, potem przez wioski, wreszcie trzeba było podjechać drogą szybkiego ruchu. To najmniej miła opcja, ale daliśmy radę. Nagrodą były dwie wielkie pizze w Wyszogrodzie (polecamy pizzeria Centrum!). Były na tyle duże, że wzięliśmy kilka kawałków na wynos. Trzeba było tylko przyciąć scyzorykiem pudełko, by się zmieściło na bagażnik 😀

Znowu przez most przekraczamy rzekę i tu zaczął się naprawdę trudny etap. Bowiem droga prowadzi dołem wału (czyli generalnie rzeki nie widać), a do tego w wielu miejscach jedzie się po piachu. Bywały odcinki, że nie dawało się jechać i musiałam prowadzić rower… Kilometry mijały – tego dnia zrobiliśmy ponad 62 km. Czas było rozejrzeć się za biwakiem.

Pizza dodała nam sił.

Pizza dodała nam sił.

Jesteśmy na obszarze chronionym.

Jesteśmy na obszarze chronionym.

Droga prowadzi dołem (rzeki nie widać)

Aby zobaczyć rozlewiska trzeba wejść na wał przeciwpowodziowy.

Aby zobaczyć rozlewiska trzeba wejść na wał przeciwpowodziowy.

Ptasi raj

Już od 18 rozglądaliśmy się gdzie by tu się rozbić. Jedna polana zajęta przez wędkarzy, kolejna tak samo… Wreszcie znaleźliśmy piękne miejsce, z widokiem na piaszczyste łachy. W dali czaiła się czapla, sieweczki biegały zaaferowane, istny ptaki raj.

Po chwili nadszedł człowiek w maskującym stroju – okazało się, że przyjechał tu z Warszawy, na obserwację ptaków! Bardzo miło pogawędziliśmy o pelikanach i perlicach. Byliśmy na tyle zmęczeni upałem, że nawet nie chciało się nam robić kolacji, zresztą mieliśmy pizzę!

Jedyny minus tej polanki, to brak drzew, na których mogłam rozwiesić hamak. Trzeba było zmieścić się całą trójką w namiocie. Za to widoki przez okno – bajeczne! Wisła to przepiękna rzeka, a do tego pełna życia. To przeleciał klucz kormoranów, to poszybowała czapla…

Rozglądamy się za biwakiem...

Rozglądamy się za biwakiem…

Zostajemy!

Zostajemy!

Ptasiarz obserwuje ptaki, my rozstawiliśmy już namiot.

Ptasiarz obserwuje ptaki, my rozstawiliśmy już namiot.

Wisła zachwyca krajobrazami.

Wisła zachwyca krajobrazami.

Widok z naszego okna :D

Widok z naszego okna 😀

Dobranoc!

Dobranoc!

Tarp na poranek

Mieliśmy ruszyć skoro świt. Taki był plan, zresztą brak cienia gwarantował saunę w namiocie. Tyle, że gdy wstałam, postanowiłam sprawdzić w praktyce odbijanie promieni słońca przez tarpa.

Nie ma nieba bez piekła!

Nie ma nieba bez piekła!

Co to takiego ten tarp? To po prostu płachta biwakowa, tyle że XXI wieku jest zrobiony z nowoczesnych, ultralekkich tkanin. A model ThermoTarp firmy Bushmen jest dwustronny: z jednej maskujący (taki wojskowy kamuflaż), z drugiej zaś jest powleczony warstwą termoizolacyjną. Co zwiększa komfort termiczny poprzez odbijanie ciepła.

Słońce właśnie zaczynało przypiekać, zatem narzuciłam tarp na namiot i… okazało się, że w środku nadal był rześki chłód poranka! Chłopaki spały w najlepsze, co normalnie byłoby niemożliwe, bo nic tak skutecznie z namiotu nie wygania jak poranny upał.

Zatem jeśli planujecie biwaki – warto mieć tarpa. Nawet do namiotu (bo do hamaku to rzecz konieczna).

Tarp narzucony na namiot.

Tarp narzucony na namiot.

Tak to wyglądało od środka.

Tak to wyglądało od środka.

Tu był nasz biwak.

Tu był nasz biwak.

Do Płocka na lody

Ponieważ w bidonach zrobiło się pusto, a sklepu żadnego nie było nigdzie widać (ani w okolicy, ani na GPS) zatem podjechałam do gospodarstwa i poprosiłam o wodę. Dorzuciliśmy do niej elektrolity i mieliśmy siłę dalej jechać! Bo w sumie wyszło nam ze 30 km…

I znów jedziemy...

I znów jedziemy…

Przed Płockiem zaczyna się piękna ścieżka rowerowa (widać, że dobrze wydano tu unijną dotację). Natomiast przez stary most prowadzi tak wąska ścieżka dla pieszych, że dwoma rowerami z sakwami nie da się wyminąć! Zdobyliśmy wzgórze katedralne: widok na przystań jest świetny, a do tego na dole powstało długie molo zakończone kawiarnią! Obejrzeliśmy słynne drzwi w katedrze i uznaliśmy, że zasłużyliśmy na nagrodę.

Jeśli traficie do Płocka – na lody polecamy wam kawiarnię „Familijną” (ul. Grodzka 11). Trzy wielkie kulki za 7 zł! A do tego lody były tak pyszne, że wzięliśmy po dokładce 😀 Dla chłopaków była to lekcja biznesu w praktyce: że ten sam towar może mieć tak różne ceny…

Panorama molo i portu w Płocku.

Panorama molo i portu w Płocku.

Pyszne lody!

Pyszne lody!

Powrót do domu

Prognozy meteo groziły burzami i gradobiciem od następnego dnia, do tego byliśmy zmęczeni a ja za kilka dni miałam ruszać na Brdę. Zatem uznaliśmy, że czas wracać do domu, a na szlak rowerowej przygody jeszcze kiedyś razem wrócimy.

Z Płocka pociągiem pojechaliśmy do Kutna. W Kutnie okazało się, że żaden z szybkobieżnych pociągów nie ma wolnych miejsc na rowery. A do tego jest remont torów podmiejskich i jako komunikacja zastępcza są busy. Z rowerami nie wsiądziemy…

Na szczęście przemiła pani w kasie znalazła nam połączenie wieczorem. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu by pojechać do miasta na pizzę, a potem wypić na peronie kawę. O 19 na peron wjechał pociąg, gdzie już jechało z 10 rowerów, a wsiadło do niego kolejnych 10 rowerzystów. Wszyscy się jakoś pomieściliśmy 😉

W Kutnie dopadła nas burza...

W Kutnie dopadła nas burza…

Kawa na peronie.

Kawa na peronie.

Nocą, mrugając światełkami, dojechaliśmy do domu. W sam raz, by złożyć imieninowe życzenia Krzyśkowi! Mazowieckie szlaki nas trochę wykończyły, ale bardzo jesteśmy ciekawi ścieżki w kujawsko-pomorskim. Kiedyś musimy na nią wrócić!

Dzięki chłopaki za super wyprawę!

Dzięki chłopaki za super wyprawę!

Więcej rowerowych inspiracji znajdziesz we wpisach o Dzikiej Ścieżce nad Wisłą, mikrowyprawie nad Wisłą,  trasie rowerem nad morzem.

A jakbyście szukali dobrego sklepu rowerowego to polecam sklep „Korba” ul. Białobrzeska 13 w Warszawie, gdzie kupiliśmy nasze rowery (i sakwy!)


(c) AfrykAnka.pl

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz