Zwierzęta jako atrakcja turystyczna – kulisy biznesu

porady

Kochamy zwierzęta, a przemysł turystyczny bezwzględnie to wykorzystuje. Żeruje też na ludzkiej naiwności, nieświadomości i miłości do robienia zdjęć. Uwaga: to długi wpis i są w nim opisane drastyczne sytuacje.

Ten artykuł w formie PDF możesz wydrukować lub wgrać w telefon i zabrać ze sobą w podróż.

Tygrysek do przytulenia

Przemysł turystyczny wykorzystuje miłość ludzi do zwierząt by zrobić biznes. Ma też dobre usprawiedliwienie: musimy poznać te zwierzęta, by je pokochać i chronić. Tyle, że to miłość toksyczna.

W „Tiger Temple” w Tajlandii mnisi prowadzą ośrodek z tygrysami. Słowa „świątynia” i „mnisi” budzą zaufanie. Tygrysów coraz mniej, dobrze, że je chronią. Chronią? Wolne żarty!

Maluchy odbiera się matce, gdy mają 2 tygodnie (na wolności żyją z nią 2 lata) i od tej pory co dzień służą jako żywe maskotki. Jedną z atrakcji jest karmienie z buteleczki tygryska (choć jego matka miała pokarm). Ile takich buteleczek dostaje maluch? Przez kilka godzin rano i kilka po południu, aż z przejedzenia mleko mu się ulewa. Ale karmienie jest płatne dodatkowo, więc dobro tygryska przegrywa z dobrem pomnażania dochodów przez świątynię.

Gdy dorosną mają dwie ścieżki kariery: zostaną, by na łańcuchu pozować do zdjęć, lub zostaną sprzedane na potrzeby wyrobów „tradycyjnej medycyny azjatyckiej”. Kupując bilet do Tiger Temple, płacąc za zdjęcia z tygrysem i karmienie maluchów – utrzymujesz lukratywny biznes, który z dobrem zwierząt nie ma nic wspólnego.

Puzzle z Nelą i tygryskami z "Tiger Temple".

Puzzle z Nelą i tygryskami z „Tiger Temple”.

W Tajlandii Nela odwiedza schronisko dla tygrysów. Mała reporterka opowiada o życiu tygrysiątek, pokazując, jak się bawią i jak należy się nimi opiekować. Widzowie zobaczą też Nelę pomiędzy młodymi tygrysami w ich klatce.
TVP, opis odcinka „W krainie tygrysów”

Żeby była jasność: za to, że Nela mała reporterka zaszczepiła dziesiątkom tysięcy polskich dzieci marzenia o mizianiu dzikich zwierząt odpowiada nie ta dziewczynka, tylko dorośli. To oni decydowali o treściach do programu i książkek. I robili to kierując się marketingiem, a nie dobrem zwierząt.

Gdy Wojciech Szczęsny pokazał jak prowadzi tygrysa na łańcuchu (zdjęcie z tego samego ośrodka w Tajlandii), zebrał dziesiątki tysięcy lajków. Wpływ celebrytów na popularyzowanie takich atrakcji jest gigantyczny.

Wojciech Szczęsny z tygrysem, Tajlandia. Foto z social media piłkarza.

Wojciech Szczęsny z tygrysem, Tajlandia. Foto z social media piłkarza.

Spacer z lwem

Elsa była pierwszym lwem wychowanym przez ludzi, którego udało się przywrócić naturze. Było to możliwe m.in. dzięki codziennym, wielogodzinnym spacerom po buszu razem z Georgem Adamsonem. Tę historię spopularyzowała książka „Born Free” („Elza z afrykańskiego buszu”) na podstawie której powstał film.

Część z was mogła też trafić na książkę „Tańczący z lwami”, w której Tony Fitzjohn opisuje jak od Georga uczył się przywracać lwy naturze. Długie spacery były ich częścią.

Do masowej wyobraźni przebiło się zatem hasło „spacer z lwem” = „super przygoda + pomoc naturze”. Tak narodził się kolejny biznes, gdzie lwy przez pierwsze dwa lata życia spacerują z turystami (godzinę, w asyście filmowca i fotografa), a gdy dorosną i mogą zaatakować, sprzedaje się je na polowanie.

Najpierw się z lwami spaceruje...

Najpierw się z lwami spaceruje…

Co roku setki lwów są zabijane w „canned hunting” (więcej TUTAJ) czyli na ogrodzonym terenie, gdzie prowadzi się myśliwego na jego wielką (i kosztowną) przygodę zakończoną zdjęciem z trofeum.

...potem są myśliwskim trofeum.

…potem są myśliwskim trofeum.

O spacerach z lwami pisałam TUTAJ, ośrodek Lion Encounter z pod wpływem krytyki mienił formułę i oferuje teraz obserwowanie stada lwów przez siatkę, w miejscu gdzie się je dokarmia. Takie nieco inne zoo, w okazyjnej cenie 120$ od osoby. Koszt polowania na lwa wynosi od ok. 5 000 do 50 000 (większa grzywa = droższe zastrzelelegnie).

Grupy są zbyt duże, lwy nie są zadowolone z tego, co muszą robić. Chciały siedzieć w cieniu, ponieważ było około 36 stopni. W tym momencie jeden ze strażników podniósł kij nad głowę, wskazując, by uderzyć samca, gdy ten nie chciał wstać. Widać było po strachu w reakcji lwa, że najwyraźniej został wcześniej uderzony tym kijem. W naszej grupie lew pokazał kilka razy, że nie chce iść, nawet ryknął kilka razy i po prostu był szturchany, aby szedł dalej.

 

Nie da się wytresować zwierzęcia, by bało się drewnianego kija, chyba że kojarzy jego widok z bólem. Ten kij nie był używany do dostarczania pożywienia, był wyraźnie używany do bicia lwów.
relacja z Lion Walk, Fathala, Gambia

Na słoniu jak Staś i Nel

Gdy byłam dzieckiem była to dla mnie ikona egzotycznej przygody. Więc pierwszą rzeczą jaką zrobiłam w Indiach (1992 r.) była rzecz jasna jazda na słoniu. A potem jeszcze raz, bo przecież pomagam utrzymać się temu zwierzęciu, wszak w Azji nie ma już wolnych słoni..

Słoń jako żywa maskotka - proszę bardzo!

Słoń jako żywa maskotka – proszę bardzo!

Nie ma? Ależ są, oczywiście, że są, choć coraz mniej. Między innymi dlatego, że łapie się je, do wożenia turystów. To znaczy trzeba złapać małego, bo tylko taki da się wytresować. Słowo „łapie” w rzeczywistości oznacza zabicie matki, bo która matka odda dobrowolnie swe małe?

Potem zamyka się malucha w ciasnej klatce gdzie nie może się ruszyć, bije, głodzi, pozbawia snu, szpikulcami kłuje wrażliwe części ciała, aż przestanie reagować. Podda się i zrozumie, że człowieka ma się bać i być mu posłusznym. Do końca życia pozostaje mu robienie sztuczek oraz wożenie turystów.

Jazda na słoniu jest wciąż popularną atrakcją w Azji.

Jazda na słoniu jest wciąż popularną atrakcją w Azji.

Te zbyt stare, poranione, niekiedy trafiają do prawdziwego sierocińca, ale to znakomita mniejszość. Słoń z trąbą do góry ma przynosić szczęście i wygląda jakby się uśmiechał, ale powodów do radości nie ma.

Wskutek wielu kampanii w Azji zorientowano się, że Europejczycy i Amerykanie coraz częściej nie chcą jeździć na słoniach. Podzielono więc niektóre ośrodki na dwa: w jednym „elephant camp” jeździ się na słoniach, w drugim „sanktuarium” są te „uratowane”. Co miesiąc robi się wymianę słoni między ośrodkami. Biznes kręci się fantastycznie.

Krótki kurs jazdy na słoniu - kto by nie chciał być jak Nela?

Krótki kurs jazdy na słoniu – kto by nie chciał być jak Nela?

Samobójstwa delfinów

Uśmiechniętym delfin nas rozczula. To ich anatomiczny układ oblicza, z prawdziwymi emocjami nie mający nic wspólnego. Bo w delfinariach te stworzenia powodu do uśmiechu nie mają. Brutalnie odławiane od stada, trafiają do więzienia z wyrokiem dożywocia. Głodzone w końcu zaczynają współpracować.

Na jednego delfina w delfinarium przypada kilka innych zabitych podczas polowania. Traumę malucha (bo do pokazów i tresury pływania z ludźmi wybiera się młode osobniki) pogłębia fakt, że to zwierzęta o silnym instynkcie socjalnym: stado to ich rodzina, w delfinarium zastąpione przez przypadkowe osobniki. A do tego zwierzęta, na wolności przepływające po 160 km, nurkujące do 300 metrów dostają do dyspozycji kilku(nasto?)metrowy basen. Za płytki, za ciepły, z chemikaliami i hałasem (a to zwierzęta o bardzo wrażliwym słuchu).

Z uśmiechem pozują do zdjęć w nienaturalnej pozycji na brzegu basenu, wiele z nich z tym samym uśmiechem popełnia samobójstwa. Bo delfiny oddychają świadomie – gdy życie staje się nieznośne, po prostu kolejnego oddechu nie biorą. W niewoli żyją przeciętnie 6 lat (na wolności – 26 lat).

Wiedząc o tym, rozrywka przestaje być niewinną wakacyjną przygodą. – To nie tak, dzieci muszą dotknąć, zobaczyć, by pokochać i potem chronić. – tłumaczy mi znajomy. Hm, eksterminacja rodziny, by pozyskać żywą maskotkę? To karkołomne rozumowanie.

John O’Barry, który łapał i tresował delfiny m.in. do filmu „Flipper” w wielu wywiadach mówił, że 10 lat tresował delfiny. Kolejnych 40 lat spędził na walce z delfinariami i odkupieniu swych win wobec tych zwierząt.

Kliknij i dowiedz się więcej.

Kliknij i dowiedz się więcej.

Wolunturystyka czyli wolontariat + dzikie zwierzęta

Jeśli ktoś oferuje ci wolontariat, gdzie bez fachowej wiedzy (np jako weterynarz) możesz zajmować się dzikimi zwierzętami, to powinna zapalić ci się czerwona lampka. Bo serio – zwierzęta nie potrzebują naszej miłości i selfie.

Natomiast organizacje potrzebują pieniędzy. A część takich organizacji to po prostu maszynki do zarabiania pieniędzy, które w żaden sposób nie pomagają ratoważ zagrożone gatunki. Za miesiąc karmienia lwiątek w Afryce trzeba zapłacić jakieś 2800 USD. Wolontariusze szczerze wierzą, że karmią sieroty (pomagając naturze), nie mając pojęcia (lub nie chcąc wiedzieć), że na tej samej farmie specjalnie rozmnaża się lwy. Maluchy gdy dorosną trafią albo do dalszego rozmnażania, albo będą trofeum na polowaniu. W RPA działa ponad 200 takich farm, na których jest ok. 8000 lwów.

Kadr z filmu "Blood lions"

Kadr z filmu „Blood lions”

Zdarzają się etyczne wolontariaty (np. Elephant Human Relations Aid w Namibii), ale nie ma wtedy szans na mizianie dzikich zwierząt i traktowanie ich jak maskotki.

Żywe maskotki

– Boże, niech on uwolnią tę małpkę – turystka ma łzy w oczach, bo faktycznie, małpka jest przywiązana do drzewa. To żywa maskotka hotelu, większość osób po prostu robi jej zdjęcie nie zastanawiając się, że zwierzę po prostu cierpi. Podobnie jak tysiące małpek trzymanych na sznurkach na całym świecie: turyści często płacą za takie zdjęcia, więc niby dlaczego pozbywać się prostego źródła dochodu?

Małpka na sznurku na plaży, Bali.

Małpka na sznurku na plaży, Bali.

Małpka w garażu, Senegal.

Małpka w garażu, Senegal.

Na tej samej zasadzie prosperuje „Prison Island” z żółwiami (Zanzibar), „zaklinacze węży” (Maroko), każde miejsce gdzie zwierzę jest po prostu atrakcją do zdjęć. Za napędzanie tego biznesu odpowiadają wszyscy: podróżnicy, prasa, foldery, książki. Wszędzie tam zaszczepiane jest marzenie o kontakcie ze zwierzęciem.

Skoro znany travelbryta jeździ na słoniu, słynna podróżniczka głaszcze delfina, a mała reporterka przytula tygryski i siedzi na żółwiu (z certyfikatem National Geographic), wierzymy, że nie ma nic złego w tych zachowaniach.

Wolimy się nie zastanawiać skąd biorą się one w niewoli, uspakajając sumienie folderami piszącymi, że urodziły się w klatce i jest im tu bardzo dobrze. Przemysł turystyczny (nazwa przemysł uzasadniona jak najbardziej, co 12 osoba na świecie pracuje w turystyce) zarabia ogromne pieniądze na naszej miłości do przyrody.

Sprzedaje się nam marzenie, że bliskość ze zwierzętami to kolejny punkt programu egzotycznej przygody, który musimy zaliczyć. O kosztach, jakie za tą „miłość” płacą zwierzęta, po prostu się nie mówi.

Dodajmy do tego pamiątki: wypchane najeżki i żółwie, muszle i rozgwiazdy, wyroby ze zwierząt. Decyzje półtora miliarda turystów co przywiozą z wakacji, mają ogromny wpływ na to, kogo trzeba będzie zabić w tym sezonie.

Pamiątka znad morza, Polska.

Pamiątka znad morza, Polska.

Dowiedz się więcej

Warto przeczytać:

Złamane dusze” – artykuł Katarzyny Boni
Zwierz się ze zwierza” – artykuł Julii Lachowicz
niedladelfinarium.pl – portal o delfinariach
Odpływ w delfinarium” – artykuł Anny Olej-Kobus
Czy zwierzęta muszą być atrakcją turystyczną” – artykuł Ewy Malchrowicz
Zwierzęta w turystyce. Lista nieetycznych atrakcji” – przedeptane.pl

Oswojone lub martwe - tylko wtedy dzikie zwierzęta dają się głaskać. Oswojenie też ma swoją cenę.

Oswojone lub martwe – tylko wtedy dzikie zwierzęta dają się głaskać. Oswojenie też ma swoją cenę.

Filmy (do znalezienia na YT):

 

„Zatoka delfinów” (The Cove)
„Blackfish”
Reiwa


(c) Anka Olej-Kobus | AfrykAnka.pl

Podoba Ci się ten wpis?
Będzie mi miło jeżeli postawisz mi kawę. Serdecznie dziękuję!
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz