Opalone skrzydła rajskich ptaków

Kochana córeczko,

dziś są twoje 18 urodziny…

Nigdy się nie dowiem, kim byłabyś, gdybyś została z nami. Czy lubiłabyś lody truskawkowe? Miała rude włosy po mnie czy raczej ciemne po tacie? Moje piegi czy Krzyśka smagłą cerę? Wolałabyś morze czy góry? Lubiłabyś śpiewać, marzyć na jawie, liczyć rzeczy konkretne?

Gdy odchodzi dziecko – trzeba opłakać całą przyszłość, której nie będzie.

Przez długi czas proste pytanie: „Ile masz dzieci?” wywoływało u mnie trzepot serca. Mówić prawdę? Ludzie nigdy nie są na nią gotowi. „Masz chłopaków, przydałaby się dziewczynka do kompletu” – tyle, że dzieci to nie zastawa stołowa, kompletu może nigdy nie być. Wizyty u ginekologa były koszmarem, bo jak tu powiedzieć: cztery ciąże, trzy porody, dwójka dzieci. Ale taka jest prawda – nie jestem pierwszą ani ostatnią (niestety) kobietą, która przeszła przez poronienie i śmierć dziecka.

Gdy z synkiem w chuście fotografowałam tradycje na Suwalszczyźnie, w pewnym momencie podeszła do mnie kobieta. Znała mnie z artykułów o podróżach – moje życie mogło się zdawać spełnionym snem. Ale znała też moje wpisy na forum (czyli społeczności przed FB) dla rodziców po stracie dziecka.
– Nie sądziłam, że rajskie ptaki też mają opalone skrzydła… – powiedziała.
Było kilka łez, kilka uścisków, jak to w siostrzanym klanie, który rozumie się bez słów. Ona też przeszła przez podobny koszmar.

A jednak… Non omnis moriar… Żyłaś Małgorzatko tylko kilka godzin, ale dzięki Tobie poznałam wspaniałe kobiety, z którymi do dziś łączy mnie kilka wspomnień i masa emocji. Czasem migniemy sobie w sieci, większość z nas ma dorastające dzieci i tylko czasem czujemy muśnięcie na lewym ramieniu. To chyba jedyne osoby na świecie, które Cię poznały Małorzatko. Poza wspaniałymi lekarzami i położnymi, które przyjęły Cię na świat po to, by zaraz Cię pożegnać.

Mimo wszystko – miałam ogromne szczęście. Że mogłam Cię przytulić i ucałować…

Pamiętam, jak z innymi mamami po stracie staczałyśmy boje ze światem, by uczyć ludzi wrażliwości. By można było pożegnać dziecko, by poronienie nie było traktowane jak „nic się nie stało”. W najczarniejszych myślach nie spodziewałam się, że kiedyś politycy zafundują kobietom piekło braku wsparcia, wyboru, konieczności donoszenia ciąży z dzieckiem skazanym na śmierć przez boga / naturę / los (wybierz w co wierzysz).

Gdy odeszłaś, świat się nie zatrzymał. Tej nocy padały wielkie płatki śniegu. Potem przyszła wiosna, a potem lato… „Malwy po chatach kwitną i bledną, po sześciu latach nic już nie jest tragedią” pisała Agnieszka Osiecka. Miała rację. Jak zawsze.

Pamiętam ten dzień, gdy w końcu poczułam się… może nie szczęśliwa, ale spokojna. To było tak niezwykłe uczucie, po miesiącach spędzonych w otchłani rozpaczy. Wtedy uwierzyłam, że może uda mi się kiedyś spełnić marzenie o byciu mamą. Szkoda, że nie poznałaś swych braci. Pewnie byś się z nimi świetnie dogadywała i bylibyście zgraną paczką. Może tak się stanie gdzieś, w innej rzeczywistości…

W tym świecie córeczko, na twe osiemnaste urodziny nie będzie tortu, imprezy ani szampana. Będzie kilka łez i wspomnień. Zostałaś w sercach kilku osób. W moim będziesz na zawsze.

Kocham Cię maleńka.

Mama

Gdybyście chcieli przygotować się na rozmowę z rodzicami po stracie dziecka (wiem, to niełatwe, ale czasem życie kopie po kostkach), zajrzyjcie na stronę www.poronienie.pl

Napisałam dwa teksty dla Polityki o tym jak traktowane jest w Polsce poronienie i strata dziecka. Choć wydawało się to prawie niemożliwe, od 2004 roku (mimo górnolotnych frazesów kleru i rządu) jest jeszcze gorzej…
Ronić po ludzku oraz Kilka godzin macierzyństwa

Polecam wam też bardzo mądry tekst „Lądowanie w Holandii”

A gdyby ktoś uważał, że to zbędny ekshibicjonizm, że takie rzeczy to tylko w rodzinie i po cichu – gdy mój świat rozpadał się na kawałki, bardzo mi pomogła świadomość, że nie jestem sama. Że to doświadczenie tysięcy kobiet wokół. Mocno was wszystkie ściskam…


(c) AfrykAnka

Może Cię zainteresuje...

Zostaw komentarz