Choć Wielkie Zimbabwe to największy zespół ruin na południe od równika i archeologiczna zagadka – próżno szukać tu tłumów. Ogromna większość turystów zwiedzanie tego kraju ogranicza do spektakularnych Wodospadów Wiktorii (które łatwo połączyć ze zwiedzaniem Namibii lub Botswany). By dotrzeć do Wielkiego Zimbabwe potrzeba wielkiej determinacji i równie wiele czasu. Ja dotarłam tu pilotując wyprawę Africa Explorer dla Torre.pl
Ten artykuł w PDF możesz wydrukować lub wgrać w telefon.
Spis treści:

Ruiny Wielkiego Zimbabwe o zachodzie słońca.
Kuglarz – magiczny ptak
– Witajcie w Great Zimbabwe. To miejsce powstało w XI wieku i wciąż skrywa wiele tajemnic… – zaczyna nasz przewodnik o oryginalnym imieniu Love More. Nim jednak zabierze nas w podróż przez stulecia proszę go, abyśmy zdążyli wejść na szczyt góry z ruinami przed zachodem słońca. Wpadliśmy tu bowiem o 16.00, a na zobaczenie całości potrzeba minimum 2 godzin.

Mapa pomaga w zaplanowaniu trasy zwiedzania.
– Dobrze, zatem zaczniemy od zwiedzenia muzeum, potem pójdziemy do Miasta w Dolinie i na koniec wejdziemy na górę. – decyduje Love More. Muzeum jest niewielkie (i nie wolno robić w nim zdjęć), a jego najcenniejszym skarbem jest osiem kamiennych figurek ptaków z ludzkimi dłońmi.
Każdy jest wykonany w nieco innym stylu gdyż powstawały na przestrzeni wieków jako atrybuty kolejnych władców. Po ich śmierci składano je do grobowców, aby towarzyszyły duszom podczas wędrówki w zaświaty.

Kamienny ptak jest symbolem Wielkiego Zimbabwe.
Zdaniem badaczy przedstawiają kuglarza, pięknego drapieżnego ptaka, słynącego z widowiskowych podniebnych akrobacji podczas polowań. Wierzono, że jest on posłańcem bogów, a gdy znikał wysoko na niebie – zanosił im ziemskie nowiny. To właśnie kuglarz z kamiennej rzeźby trafił do herbu i na flagę Zimbabwe.

Ptak z Wielkiego Zimbabwe na fladze kraju.
W muzeum jest też kilka makiet pokazujących plan ruin, narzędzia odlane z żelaza, którymi uprawiano pola przed wiekami, trochę złotych dekoracji znalezionych w grobowcach władców i gliniane naczynia.
Nie za wiele tego (a słońce nieubłaganie opada!), zatem po kilku minutach ruszamy ku ruinom Miasta w Dolinie.

Ruiny Miasta w Dolinie.
Kamienne miasto
O tym jak ważne jest to miejsce świadczy fakt, że nazwa kraju (w czasach kolonialnych: Rodezja) po odzyskaniu niepodległości została zmieniona na Zimbabwe co oznaczało „miasto z kamienia”.

Wielkie Zimbabwe intryguje kolejne pokolenia badaczy.
Dzieli się ono na kilka miejsc: Miasto w Dolinie (The Valley Complex) z najsłynniejszą tu budowlą „Świątynią” (taka polska nazwa jest przyjęta, acz umowna, bo nie wiadomo czemu służyły konkretne budowle, po angielsku nazywana jest The Great Enclosure) oraz „Akropolu” (czyli ruin na szczycie góry, The Hill Complex). Dziś kamienne miasto zajmuje powierzchnię 7,22 km² zaś zdaniem badaczy w szczytowym okresie mieszkało tu nawet 18 000 osób!
Wokół nas wznoszą się malownicze wzgórza, między kamiennymi ruinami Miasta w Dolinie rosną aloesy, strzeliste niczym palmy. Zbliżamy się do wysokiego na 10 metrów muru otaczającego Świątynię. Jego wzniesienie wymagało ogromnego kunsztu, powstał bowiem bez zaprawy, a miejscami ma średnicę do 5 metrów!

Imponujący mur Świątyni.
Jasna ściana z równo ciosanych granitowych bloków wygląda niczym warownia. Jednak badacze są zgodni, że ówcześni władcy średniowiecznego imperium Monomotapa tworzyli państwo tak potężne, iż nikt z sąsiadów nawet nie próbował z nimi zadzierać, stąd budowla nie miała charakteru obronnego. Czemu zatem z wzniesiono tak potężny mur? Nie wiadomo.
Do wnętrza wchodzimy malutkim przejściem. Patrzę z zachwytem na pozostałości kamiennych budowli wokół.

Wejście w murze.
– To dawny kalendarz – przewodnik pokazuje na cztery kamienne słupy stojące na dziedzińcu. – W zależności od tego jak padał cień słońca lub księżyca określano pory roku. Spójrzcie, czy ich układ nie przypomina wam kształtu Krzyża Południa?
By to dostrzec trzeba trochę wyobraźni, ale istotnie ustawienie słupów pasuje do najbardziej rozpoznawalnej konstelacji południowego nieba.
Wieża tajemnic i miliard za dolara
Jednak najsłynniejszą budowlą jest stożkowata wieża.

Imponująca wieża w Świątyni.
– Kształtem przypomina spichlerze na ziarno, ale jest szczelnie wypełniona kamieniami, zatem nic w niej nie przechowywano. – opowiada tymczasem Love More. – Być może miała znaczenie rytualne, ale nie zachowały się żadne przekazy. Wiadomo, że kiedyś była wyższa, miała 16 metrów, teraz ma tylko 11.

Najbardziej znany fragment ruin.
To i tak ogrom: gdy stoi się przed nią czuje się stulecia historii. Także tej najnowszej, bo jako najbardziej charakterystyczna budowla Wielkiego Zimbabwe trafiła na banknoty. O nominałach przyprawiających o zawrót głowy, bo w czasie turbo-hiper-megainflacji w 2008 r. (za rządów Roberta Mugabe) wynosiła blisko 90 tryliardów procent!
Wyjmuję dwa banknoty jakie kupiłam kiedyś w Victoria Falls. Za jednego amerykańskiego dolara stałam się milionerką, kolejny dolar zmienił mnie w miliarderkę. Robię zdjęcia pieniędzy na tle budowli: banknoty trafią na aukcję WOŚP, ktoś na pewno doceni ich wartość.

Wieża trafiła na banknoty dolarów zimbabwiańskich.
Wokół wieży zachował się kamienny mur okalający całe miasto. Niegdyś w jego obrębie stały gliniane chaty kryte strzechami, tworząc królewski dwór. W tak wyjątkowym miejscu zwykli śmiertelnicy usługiwali władcy i jego rodzinie. Być może też przechodzono tu rytuały inicjacyjne: odosobnienie zawsze było ich ważną częścią.

Kamienny labirynt w Świątyni.
Wąskim przesmykiem między murami wędrujemy ku kolejnemu przejściu.

Wędrówka między murami.
Chewron – królewski wzór
Gdy oddalimy się nieco od Świątyni, nasz przewodnik pokazuje na zwieńczenie murów. Kamienne bloki ułożone są w zygzakowaty wzór.
– To chewron, królewska dekoracja. – mówi przewodnik.
– Jak na koralach chewron? – dopytuję, bo widziałam je w Ghanie. Były piękne i piekielnie drogie, jak przystało na wyjątkowe ozdoby.
– Dokładnie takie same! – potwierdza Love More.

Wzór chevron na murze Świątyni.
Te dekoracje badacze uznają za szczytową formę kunsztu miejscowych rzemieślników i rozwoju miasta.
– Tak naprawdę wyróżniamy trzy okresy w budownictwie Wielkiego Zimbabwe – wyjaśnia nam Love More. – Początkowo granitowe kostki były układane bardzo starannie, co może dowodzić, że dopiero się uczono nowej techniki. Potem rzemieślnicy osiągnęli mistrzostwo: to wtedy ułożono te misterne fryzy, zaś kamienie precyzyjniej szlifowano. Aż zaczął się schyłek imperium: budowle wznoszono jakby od niechcenia, nie przykładając się do zachowania urody detali.

Niektóre fragmenty budowli wznoszono mniej starannie…
Jednak wzór chewron przetrwał stulecia, stając się wizytówką i symbolem dawnego imperium.
Labiryntem na górę

Widok Miasta na Górze.
Słońce jest już nisko nad horyzontem, najwyższy czas ruszać do Miasta na Górze. Wędrujemy dawną ścieżką, tą samą jaką niegdyś wędrowali kapłani i dostojnicy, chcący spotkać się z królem. Kamienne schody wiodą między zielonymi drzewami wyglądającymi niczym z prastarej baśni.
Im wyżej – tym węższa staje się ścieżka. W pewnym momencie wiedzie przesmykiem między ogromnymi głazami. Kamienne mury szarymi pasmami oplatają skały przy ścieżce, wiodącej labiryntem do serca opuszczonego miasta.

Ścieżka na górę.
W dole widać budowle Miasta w Dolinie. Ściany – tak ogromne gdy przy nich byliśmy – zdają się tycią makietą z jasnych klocków. Na wzgórzu w oddali widzę kolejne ruiny, nieopodal kryte strzechą i pomalowane we wzory okrągłe domki tworzą skansen ludu Shona. (Ale na jego zobaczenie nie mamy czasu, zatem robię tylko kolejne zdjęcia i dalej wędruję na szczyt).

Skansen ludu Shona.

Wreszcie jestem u celu…
Zloty skarb Miasta na Górze

Panorama z Miasta na Górze.
Tu król mógł się czuć równy bogom. Swe imperium miał (dosłownie) u stóp: jak okiem sięgnąć rozciągały się ziemie jego królestwa. Przewodnik wskazuje nam okrągły głaz z kamiennym murkiem ponad nim. To tu znaleziono najpiękniejszą figurkę ptaka z Wielkiego Zimbabwe.

Tu znaleziono najpiękniejszą figurkę.
Przechodzimy kolejnymi labiryntami na dziedziniec, gdzie odbywały się ceremonie. W jednej ze ścian badacze widzą pozostałości domu głównego szamana: szczeliny w murze były wypełnione drewnianymi belkami, na których wspierał się kryty strzechą dach. Pozostały tylko kamienie….
Love More tymczasem rysuje na piasku stylizowaną figurkę ptaka, taką, jaka znajduje się w herbie kraju.

Na królewskim dziedzińcu powstaje rysunek.
– Przyjrzyjcie się uważnie tej skale w tle: czyż nie przypomina kształtem figurki ptaka? Tu gdzie jest grzbiet znajdował się królewski tron, aby władca był ponad zwykłymi śmiertelnikami.
Przy odrobinie wyobraźni jesteśmy w stanie to zobaczyć.

Skały w tle tworzą kamiennego ptaka.
Skały i mury tworzą tu jedność, przesyconą mistycyzmem i magią tajemnicy. Czas na wielki finał. Kolejnym przesmykiem wędrujemy ku zewnętrznym murom miasta.

Wędrujemy przez Miasto na Górze.
Już mam wyjść na taras, gdy dostrzegam jak zachodzące słońce oblewa złotem kamienie wokół mnie. To jedna z tych chwil, których nie da się przekazać, uwiecznić na zdjęciu. Trzeba przechować ją w sercu, z wdzięcznością dla losu za ulotny moment czystego piękna.

Złote skały w ostatnich promieniach słońca.
Złote skały stały się dla mnie najpiękniejszym wspomnieniem. Czerwona kula ogromniejąc opada coraz niżej, Wielkie Zimbabwe powoli zapada w sen. Za chwilę mrok zacznie rozmazywać kontury murów.

Miasto żegna kolejny dzień.
Gdy zaczynamy schodzić w dół mija nas stado pawianów, kryjących się w pradawnym mieście przed niebezpieczeństwem nocy. Ostatni strażnicy królewskiego grodu…

Nocna straż.
Historia i legendy
Wbrew opiniom pierwszych badaczy Wielkiego Zimbabwe (którzy przypisywali budowlom nawet 3000 lat), tereny te były zamieszkałe od około 1000 r. n.e., a od XIII w. było stolicą Królestwa Wielkiego Zimbabwe. Twórcami kamiennego miasta byli przodkowie dzisiejszych plemion Szona, którzy tworzyli tu imperium Monomotapa. Za czasy świetności ich panowania uważa się X-XIII wiek, zaś upadek nastąpił w XV w, gdy dotarli tu Portugalczycy. W 1531 r. kapitan portugalskiego garnizonu w Sofali tak opisywał to miejsce:
Wśród kopalni złota na nizinach śródlądowych, między rzekami Limpopo i Zambezi, znajduje się forteca zbudowana z kamieni o zadziwiających rozmiarach, które zdają się nie być połączone zaprawą murarską… Budowlę tę otaczają wzgórza, na których wznoszą się inne, podobne do niej pod względem formy z kamienia i braku zaprawy murarskiej, a jedną z nich jest wieża o wysokości ponad 12 sążni [22 m]. Miejscowi nazywają te budowle Symbaoe, co w ich języku oznacza dwór.
Vicente Pegado

Mury Wielkiego Zimbabwe robiły wrażenie na każdym, kto je zobaczył.
Jednak Portugalczycy nie przybyli tu, by się zachwycać architekturą. Bezwzględna walka o złoto i brutalność wobec podbitych ludów sprawiła, że od XVI w miasto zaczęło się wyludniać…
Za kolejnych europejskich odkrywców uważa się Adama Redersa, myśliwego i poszukiwacza przygód, który w 1871 r. zaproponował wspólną wyprawę do ruin Karlowi Mauchowi. Karl w entuzjastycznych opisach przedstawił hipotezę jakoby Miasto na Górze było wzorowane na świątyni Salomona w Jerozolimie, zaś owalne Miasto w Dolinie uznał za odtworzenie siedziby królowej Saby podczas jej odwiedzin u Salomona. Był też przekonany, że jest to stolica biblijnego Ofiru (słynącego ze złota i kości słoniowej) lub legendarnego Puntu (skąd przywoziły bogactwa ekspedycje egipskich faraonów).

Kamienne miasto rozpalało wyobraźnię.
Opis tajemniczych ruin pobudzał wyobraźnię. Nic dziwnego, że historia ta zainspirowała powstanie powieści „Kopalnie króla Salomona” (wydanej w 1895 r.), której akcja opisuje odkrycie w afrykańskiej dżungli zaginionego miasta pełnego skarbów. Była to na tyle porywająca wizja, że już w 1900 r. w okolicy Wielkiego Zimbabwe zostało wytyczonych ponad 14 tysięcy działek poszukiwaczy złota!

Panorama Świątyni z Akropolu.
W owym czasie ścierały się dwie hipotezy powstania Wielkiego Zimbabwe. Wedle pierwszej dotarli tu Fenicjanie tworząc własną cywilizację od 2000 do 1000 p.n.e., natomiast wedle drugiej twórcami budowli były rdzenne ludy. Ekspedycja dr. Gertrude Caton-Thompson w w1928 r. potwierdziła prawdziwość tej ostatniej teorii, choć przez dziesięciolecia europejskim badaczom taka koncepcja nie mieściła się w głowie (zatem nie dziwi, że pojawiły się też teorie z kosmitami).

Miasto na Górze wciąż strzeże swych tajemnic.
W 1986 r. ruiny Great Zimbabwe wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Najważniejsze daty Wielkiego Zimbabwe.
Wielkie Zimbabwe – informacje praktyczne
- Oficjalna strona muzeów w Zimbabwe (tu kupisz też bilet): www.nmmz.co.zw
- Wstęp: 18 USD (warto mieć gotówkę, jakby karta nie zadziałała). Bilety kupione on-line są tańsze (15$), ale nie podelgają zwrotowi.
- Godziny otwarcia: od 8.00 do 16.30 (w sierpniu zachód słońca jest ok. 17.40, czasem udaje się zostać tu dłużej, teren nie jest ogrodzony i wygląda, że nikt nie kontroluje o której wyjdziecie)
- Czas zwiedzania: minimum 2 godziny, jak masz więcej możesz odwiedzić wioskę kulturową ludu Shona. Całość kompleksu ruin to 250 ha, Miasto na Górze wznosi się na wysokości 90 m, ścieżka na górę jest stroma, w dół prowadzi dużo łagodniejsze zejście.

Niektórzy na znak szacunku zwiedzają ruiny boso.
- Zwiedzanie: najpierw samochodem staje się przy szlabanie, kupuje bilet, podjeżdża ok 300 m. na parking gdzie zostawia się samochód i rusza na piesze zwiedzanie. Teren nie jest skomplikowany, ale bez mapy będzie trudno wszystko zobaczyć (na miejscu brak dobrych oznakowań).
- Po ruinach oprowadzają przewodnicy (za ich usługę należy zapłacić dodatkowo, warto na koniec dać napiwek).
- Zabierz ze sobą: ponieważ na trasie praktycznie nie ma cienia warto mieć wodę i kapelusz/czapkę/chustę od słońca. Wędruje się ścieżkami (w górę kamiennymi schodami), najlepiej mieć sandały trekowe lub buty z protektorem (nie muszą być górskie, ważne by nie ślizgały się po kamieniach).
- Sklep: nieopodal muzeum, w sklepie bardzo mały wybór pamiątek, ale jest działająca lodówka (butelka wody 0,33l kosztuje 1$)
- Toalety: są obok sklepu, bezpłatne, względnie czyste – to jedyne toalety na terenie kompleksu (warto mieć papier ze sobą).

Wielkie Zimbabwe to jedno z najbardziej fascynujących miejsc na południu Afryki.

Brama na Akropolu.
Zajrzyj do wpisu o nosorożcach z Matobo, locie helikopterem nad Victoria Falls, glinianych warowniach w Togo i Beninie oraz kościołach w Lalibeli.
(c) AfrykAnka | Anka Olej-Kobus
