– Musisz tu przyjechać – Jarek z Outventure.life wie, że łuskowce darzę miłością bezgraniczną, ale spotkać je na wolności niepodobna. Zatem korzystając z przerwy między prowadzeniem dwóch grup Torre – wyruszyłam do Pangolin Rescue Center w Ugandzie.
Spis treści:

Łuskowiec lustruje okolicę z drzewka kawowca.
Na drodze przeznaczenia
Wieczorem dojechaliśmy z Rwandy do miasteczka, skąd rano miałam ruszać dalej.
– Załatwiłem Ci bus – mówi Tinka, mój kierowca z którym zrobiłam całą trasę bo Ugandzie i Rwandzie. – Tylko musisz wstać rano.
– Jak rano? – pytam czujnie.
– Bus jest o czwartej to jakoś o trzeciej bądź gotowa.
– Żartujesz? A nie ma innego busa?
– No ale będziesz mieć cały dzień na miejscu. – oponuje, bo przecież wie, że na wyjeździe czasu zawsze brakuje.
– Słuchaj, pole, pole. – oponuję. – Mam teraz kilka dni, pojadę późniejszym.
Stanęło na tym, że jest też bus w samo południe. Idealnie!

Czekając na matatu.

To matatu raczej szybko nie pojedzie…
W końcu busik przyjechał, siadłam z godnością obok kierowcy i ruszyliśmy przed siebie. Ku mojemu zaskoczeniu większą część drogi naprawiono, zatem jechaliśmy asfaltem, mijając pola herbaty, osady zawieszone między niebem a ziemią na zboczach, pola ciągnące się od rzek wijących się w dole po same szczyty zielonych wzgórz.
Mój kierowca zawiózł mnie do Buhoma, osady 5 km dalej, bo stamtąd się idzie na goryle i wszyscy muzungu tam właśnie jadą. I co za niespodzianka! Spotkałam tu kierowców, z którymi pracowałam! Poznali mnie od razu (w końcu naprawdę mało przewodniczek jeździ w sukienkach z kitenge), padliśmy sobie w ramiona. Z Elisą miałam się spotkać w Kampali, ale skoro się nie umawialiśmy – spotkaliśmy się tutaj!

Za kierownicą Eddie, obok mnie Elisa – co za nieplanowane spotkanie!
Panowie odwieźli pięknym autem 4×4 do Pangolin Rescue Center, gdzie zamieszkałam w domku na drzewie. Ma każdą ścianę pod innym kątem i jest zbity z dykty, schody nie trzymają żadnej normy i nie ma toalety (trzeba zejść i iść do niej jakieś 100 metrów, ale dzikich zwierząt tu nie ma, tylko węże jak się ma szczęście), ale uznałam że to świetna miejscówka – no i jak blisko do łuskowców!

Tree house – mój mały, krzywy raj 😉

Wnętrze domku – skromne to mało powiedziane!

Schody: nim wyjechałam na dziury nałożono nowe deski.
Spacer z łuskowcami
Rano o ósmej melduję się na recepcji, gdzie już czeka mój przewodnik Junior. Ścieżką między krzewami herbaty prowadzi mnie w miejsce, gdzie ich podopieczni właśnie są na spacerze. Te drobne stworzenia (bo tu są łuskowce białobrzuche, drobniejsze od stepowych jakie kiedyś widziałam w Namibii) wędrowały bardzo zaaferowane przed siebie, nie zwracając uwagi ani na mnie, ani na swych opiekunków.

Łuskowce białobrzuche są naprawdę malutkie.
– Czasem w ośrodku nie mamy żadnego, a czasem trafia się kilka. – wyjaśnia Junior. – Każdy to inna historia, zwykle dramatyczna, bo ludzie mylą je z wężami i gdy tylko zobaczą łuskowca to łapią za kije, maczety i usiłują go zabić.
Ten którego obserwuję ledwo uszedł z życiem i nie odzyskał jeszcze pełnej sprawności.
– Dlatego łatwiej za nim nadążyć. Jak odzyska w pełni siły, wtedy wypuścimy go na wolność.
Na razie łuskowiec włożył głowę w mrowisko w korzeniach drzewa i z lubością zajada się mrówkami. Niektóre z nich wędrują nerwowo po jego łuskach, ale on nic sobie z tego nie robi. Jego przysmakiem są też termity, które wygarnia językiem o imponującej długości swego ciała. W pewnym momencie zwierzak zaczyna się energicznie drapać. Nigdy nie pomyślałam o tym, jak trudno jest się podrapać stworzeniu pokrytym łuskami!

Mrówka na nosie!

Jeszcze się trochę podrapię…
Tymczasem drugi łuskowiec jest już tak najedzony, że w pewnym momencie wszedł pod liść palmy, zwinął się w kłębuszek i zasnął… Strażnicy po dłuższej chwili decydują, że trzeba go przenieść do domku, gdzie będzie bezpieczny. Na kolejny spacer wyjdzie po południu, a na noc dostanie porcję ziemi z termitiery, by wyszukiwać smaczne kąski, bo te stworzenia zwykle na posiłek wychodzą właśnie nocą.

Śpiący łuskowiec.

Czasem drzemka dopadnie na drzewie.

Junior przekłada śpiocha do transportera.
Przygody na spacerze
Poranny spacer to rozgrzewka, około 15 łuskowce są zabierane na ponowne wyjście. Wędrujemy za nimi, w pewnym momencie wyciągam telefon na selfie sticku – dzięki temu mogę zrobić film nie podchodząc zbytni do modela. Bo ten pozowanie ma w długim ogonie i co się przymierzę do zdjęcia – odwraca się w inną stronę.

Te stworzenia są ciągle w ruchu!
Ale co to? Włożył głowę w norkę i… zamarł bez ruchu! Czyżby coś mu się stało? Jestem szczerze zaniepokojona, ale stworzonko po prostu postanowiło sobie uciąć drzemkę! Idziemy na pole kakaowców. Tam dla odmiany drugi łuskowiec wędruje dzielnie przed siebie, aż w końcu znajduje drzewko kakaowca i… owija się wokół niego do spania!

Ja się tylko na chwilkę zdrzemnę…
– Jak jest gorąco to one muszą więcej spać. – wyjaśnia Junior. – Może się zaraz obudzi, a może będzie tak spać do wieczora.
Układam się pod drzewem z aparatem by zrobić zdjęcie i w tym momencie… łuskowiec spada na ziemię! Raptem z niecałego metra wysokości, a że przytrzymywał się ogonem pacnięcie nie było bolesne. Rozgląda się przez chwilę zdezorientowany (co wykorzystuję by zrobić mu serię portretów z bliska) i znowu wchodzi na drzewo, zwija się w kłębuszek i zasypia.

We wspinaczce akrobatycznej łuskowce są mistrzami.
Wracamy do pierwszego – jego opiekun wskazuje na czubek drzewka. Nasz łuskowiec najwyraźniej chce się urwać na gigant, bo usiłuje łapkami pochwycić gałęzie dużo większego drzewa. Jeśli by mu się udało byłby to spory problem, bo znikłby w koronie drzewa i nie można by go ściągnąć w dół. A jest jeszcze zbyt słaby, by wrócić do samodzielnego życia.

Przejście na inną gałąź wymaga trochę wprawy.
Na szczęście wystarczy nieco odgiąć drzewko i maluch po chwili schodzi w dół i robi to, co łuskowcom wychodzi doskonale, czyli błogo zasypia! Wygląda absolutnie rozkosznie!
Jak Moses zaczął chronić łuskowce
– W naszej społeczności, gdy ludzie spotykają obce zwierzę, ich pierwszą myślą jest zabicie go, by się chronić – wyjaśnia Moses Airneitwe, założyciel centrum, którym zarządza od 2011 r. – Chcę aby ludzie mieli świadomość, że łuskowce są niegroźne i zaczęli je chronić.
Siedzimy w budynku centrum pełniącym rolę sali konferencyjnej, sklepu z pamiątkami, improwizowanego baru i jadalni.

Moses Airneitwe, założyciel Pangolin Rescue Center.
– Jak byłem mały, widziałem zabitego łuskowca. Ludzie bali się, że może kogoś ugryźć bo nie mieli pojęcia, że przecież one nie mają zębów. I że są absolutnie nieszkodliwe.
Moses zaangażował się w ochronę dzikich zwierząt, początkowo zajmując się słoniami i nosorożcami a z czasem tworząc pierwsze i wciąż jedyne centrum ratowania łuskowców w Ugandzie. Do stycznia 2026 r. uratowali 185 łuskowców, dwa kolejne wracają do sprawności i w ciągu kilku tygodni trafią do Parku Narodowego Nieprzeniknionego Lasu Bwindi.

Łuskowce są regularnie wyprowadzane na spacer. Towarzyszy im też strażnik z bronią.
– Najlepiej jest aby łuskowce wypuszczać na terenach chronionych, gdzie nie będą mogły być łatwo schwytane przez kłusowników. No i wielkim wyzwaniem jest dla nas uświadamianie ludzi że nie ma powodu aby się bać łuskowców oraz dawanie kłusownikom możliwości innego zarabiania. A to wymaga czasu i pieniędzy.
Pieniędzy potrzeba też na codzienne działanie centrum: leki, rękawiczki jednorazowe (by ograniczać dotykanie zwierząt), paliwo aby wywieźć motorem łuskowca oraz materiały edukacyjne dla dzieci.

Zakayo tworzy rzeźby – ich sprzedaż wspiera działanie centrum.
– Całe nasze finansowanie pochodzi od przyjaciół – mówi Moses. – Nie dostajemy pieniędzy od rządu. A organizowanie wydarzeń też kosztuje, bowiem aby przyciągać ludzi, co jakiś czas zapraszamy na przykład lokalną gwiazdę muzyczną. To przyciąga ludzi i można im wtedy opowiedzieć o łuskowcach.
Moses ze swoimi pracownikami jeździ też po wioskach i szkołach, ucząc, wyjaśniając i edukując. Zwykle zawsze ktoś mówi, że zabił łuskowca: wczoraj, w tym miesiącu, w tym roku. Moses wtedy jak mantrę powtarza: „Nie zabijajcie łuskowców. Zadzwońcie do mnie.” I faktycznie ludzie potem dzwonią gdy przypadkiem znajdą łuskowca w domu lub obejściu. Wtedy wolontariusze zabierają je i wypuszczają w bezpiecznym miejscu.
W centrum na stałe pracuje 10 osób, ale jego oddziaływanie jest dużo szersze. Współpracują bowiem z 24 kobietami prowadzącymi ogrody warzywne, osobami w parku Królowej Elżbiety i wieloma liderami lokalnych społeczności.

Ja z ekipą Pangolin Rescue Center.
Pangolin Rescue Centerpraktycznie
- Pangolin Rescue Center mieści się w Kanungu, w zachodniej części Ugandy ok 5 km os miasteczka Buhoma.
- W Centrum można nocować na campingu (5$/os) lub w domku na drzewie. Wszystkie pieniądze są przeznaczane na działalność ochrony łuskowców.
- Domek na drzewie jest bardzo prosty, jednoosobowy, z prysznicem (łazienka 100m dalej na dole) ale daje poczucie przygody. Koszt 30$
- Na miejscu jest możliwość ładowania telefonów, baterii, na życzenie są przygotowywane posiłki ( śniadanie 5$, obiad/kolacja 10$).

Śniadanie – miód w formie kawałka plastra z ula!
- W barze duży wybór piw (6000UGX), można też kupić pamiątkowe koszulki (25$) lub drewniane figurki łuskowców (10-40$)
- Spacer z łuskowcami trwa ok. 1h, zwykle rano (od 8) lub po południu (w zależności od pogody od 14 – 17 do zachodu słońca). Spacer kosztuje 30$/os (25$ jeśli nocujesz na campingu tutaj)
- Najlepiej wcześniej zadzwonić i się umówić, dzięki temu można dopasować godzinę spaceru łuskowca do przyjazdu grupy.
- UWAGA: ponieważ nie jest to atrakcja turystyczna tylko miejsce przywracające łuskowce naturze, nie zawsze są tu zwierzęta., dlatego najlepiej przed przyjazdem zadzwonić.

Tablica z informacjami kontaktowymi.
Kontakt do Pangolin Rescue Centrum:
airneitwemoses2014@gmail.com
+ 256 782 386 972
FB: pangolinrescuecenteruganda
instagram.com/pangolinrescuecenteruganda
Tu możesz wpłacić datek na wsparcie działań centrum:
https://www.givebutter.com/pangolin

Znak przy drodze kierujący do Centrum
Zajrzyj do działu ZWIERZĘTA gdzie znajdziesz wiele faktów i ciekawostek.
(c) AfrykAnka.pl | Anka Olej-Kobus

