Khama Rhino Sanctuary – safari z nosorożcami

Botswana

przez AfrykAnka

Szanse na zobaczenie nosorożców w Botswanie są praktycznie zerowe. Chyba, że wybierzesz się do Khama Rhino Sanctuary, chociaż i tutaj to zwierzęta decydują, czy zechcą się nam pokazać. (Zajrzyj do wpisu o ptasim safari na campingu w tym miejscu!)

Nosorożce z Khama Rhino Sanctuary.

Nosorożce z Khama Rhino Sanctuary.

Safari o świcie

Powiedzieć, że w sierpniu poranki w Botswanie są rześkie – to nic nie powiedzieć. Powietrze jest wręcz lodowate, a że na obserwację zwierząt jedzie się odkrytym autem, ubieramy na siebie wszystko co mamy.

Niewiele to pomaga i przez większą część safari fantazjujemy o gorącej kawie termoforach i ognisku. Wschodzące słońce daje nadzieję na ciepło, ale dopiero za jakieś dwie-trzy godziny. Na razie nie zimno jest też zwierzakom, więc nie garną się przed nasze obiektywy. Właściwie przez dwie godziny widzimy może ze trzy impale i dwie żyrafy.

Wschód słońca na safari w Khama Rhino Sanctuary.

Wschód słońca na safari w Khama Rhino Sanctuary.

Krajobraz Khama Rhino Sanctuary to krzaczasty busz, w którym mało co da się dostrzec oraz otwarte tereny Serwe Pan: malownicze, ale tego poranka zupełnie bez życia… To nie było najbardziej udane safari w mym życiu…

Nadzieja umiera ostatnia

Z Maun z ekipą Torre wyjechaliśmy o 6.30 rano, by dotrzeć do Khama Rhino Sanctuary na popołudniowe safari. Tyle, że po drodze mój kierowca dostaje informację, iż w sanktuarium na tą porę nie ma już miejsc!

– Pokażę im moją książkę na kompie, może znajdą jakiś samochód. – mówię, choć nie mam za wielkiej nadziei. Ale walczyć trzeba do końca.
Gdy dojeżdżamy na miejsce , przemiły pan na recepcji potwierdza, że mają pełne obłożenie, nie ma szans byśmy pojechali po południu. Sięgam po atutową kartę.

"Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari"

„Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari”

– To jest pierwsza książka o Botswanie w Polsce. – Na ekranie migają kolejne strony, wygląda to naprawdę imponująco. – A to rozdział o Khama Rhino Sanctuary…
– Ale czemu tylko jeden? – pada pytanie.
– Czemu? Bo byłam tu trzy razy i… nie widziałam nosorożców! – odpowiadam dramatycznym tonem. – Te zdjęcia pożyczyłam od przyjaciela, ale on też był ostatnio trzy razy i nie widział nosorożców. Więc jak mam pisać, aby ludzie tu przyjechali, skoro nie można ich zobaczyć?! Proszę cię! Znajdź nam samochód na popołudnie!

Samochód na safari - tego potrzebowaliśmy do pełni szczęścia!

Samochód na safari – tego potrzebowaliśmy do pełni szczęścia!

– A ilu was jest?
– Tyle co nic, ledwie 9 osób. – nadzieja wstępuje w me serce.
– OK, coś wam znajdę. Ale obiecaj mi, że przyślesz nam egzemplarz książki!
– Jasne, że tak! Mój przyjaciel będzie tu najpóźniej w grudniu, przywiezie wam! – mówię uszczęśliwiona i dodaję: – You are my brother from another father and another mother!

Ten tekst często sobie tu z przewodnikami powtarzamy, jeśli chcemy komuś pokazać jak bardzo jest dla nas ważny i jak bardzo go lubimy. Dziś tego gościa uwielbiam!

Safari przez busz

Punktualnie o 16.00 ludzie z niechęcią porzucają wifi na recepcji i ruszamy. Jest tak jak pamiętam: krzaki, więcej krzaków, samochód tańczy w koleinach w piasku. Zwierząt brak.

Podjeżdżamy do czatowni, z której obserwuje się ptaki. Kilka hałaśników drze dzioby przy oczku wodnym, jakieś pojedyncze błyszczaki – tyle widać, bo z drzew wokół dobiegają przeróżne trele, ale gęstwina gałęzi wszystko zasłania.

Czatownia, ale widoki były takie sobie...

Czatownia, ale widoki były takie sobie…

Rezerwat jest na jałowych piachach Kalahari, zatem nie spodziewam się tu zbyt wiele zobaczyć, ale podobnie jak wszyscy w aucie marzę by spotkać nosorożce. Wreszcie po kilkunastu minutach jazdy nasz przewodnik Modo kładzie palec na ustach.

Między gałęziami stoją trzy nosorożce białe. Są ogromne! Znieruchomiały usłyszawszy samochód, bo te stworzenia mają kiepski wzrok, ale nadrabiają węchem i słuchem. Staramy się być jak najciszej, tylko migawki co chwila kłapią, gdy robimy portrety szarym kolosom. Te jednak nie zamierzają nam długo pozować i wkrótce znikają w gęstwinie.

Ktoś nas dostrzegł!

Ktoś nas dostrzegł!

Ten zwierzak był ogromny!

Ten zwierzak był ogromny!

Pustka skrywa życie

Zatrzymujemy się przy oczku wodnym: dwa podrostki żyraf ćwiczą się w walce, uderzając się głowami. Choć wygląda to na zabawę (a czasem wręcz na przytulanie), to niebawem będą stawać do prawdziwych pojedynków. Zwycięzca zyska szansę na randkę i przekazanie genów.

Wśród krzaków wystaje samotna głowa o charakterystycznie skręconych prostych rogach. To eland, mistrz wagi ciężkiej, bo jest największą z antylop w tej części Afryki.
– Smaczny! – przewodnik kwituje ze śmiechem nasz zachwyt.
– A on nie jest zagrożony? – pytam, bo te stworzenia niezwykle rzadko udaje się zobaczyć.
– Nie, jest ich całkiem sporo. Tyle, że trzeba mieć szczęście, by je spotkać.

Bliskie spotkanie z elandem.

Bliskie spotkanie z elandem.

Gęsty busz nie ułatwia obserwacji: choć na pewno jest w nim wiele zwierząt, nie mamy szans ich dostrzec. Ruszamy ku otwartym przestrzeniom.

Raj na Serwe Pan

Wracamy na Serwe Pan i… zamieramy w zachwycie! Bo najpierw wita nas napuszony drop olbrzymi (narodowy ptak Botswany, a do tego najcięższy z latających!), potem ku nam wędruje stado impali, a na otwartej przestrzeni widzimy dwa nosorożce skubiące wyschnięte trawy.

Drop olbrzymi w zalotach.

Drop olbrzymi w zalotach.

Impale wędrują ku wodzie.

Impale wędrują ku wodzie.

I nowu nosorożce!

I nowu nosorożce!

– Dokarmiacie je jakoś? – pytam, bo wydaje się wręcz nieprawdopodobnym, by te kolosy mogły się najeść tak nędznymi źdźbłami.
– Nie, mają tu wystarczająco jedzenia. Może nie na tej równinie, ale w całym parku mają czym się najeść.

Nosorożec biały.

Nosorożec biały.

Nasze cienie na nosorożcu.

Nasze cienie na nosorożcu.

"Dlaczego pawian nie lubi żółwia?" w tej ksiażce jest też legenda o nosorożcu.

„Dlaczego pawian nie lubi żółwia?” w tej ksiażce jest też legenda o nosorożcu.

Tymczasem w dali widzimy kolejne dwa nosorożce. Szczęśliwie są przy drodze, więc mkniemy im na spotkanie, a te nic sobie nie robiąc z naszej obecności, dosłownie przechodzą tuż obok nas! Wracamy do oczka wodnego, gdzie stado impali gasi pragnienie, wkrótce dołącza do nich eland.

Eland też ma ochotę się napić.

Eland też ma ochotę się napić.

Za oczkiem wodnym kłębi się stado sępów. Tym razem nie skubią padliny, lecz czekają na swą kolej by się napić. A za nimi… Bogowie, toż to w krzakach kryją się kolejne dwa nosorożce! Takiej obfitości nie mogliśmy sobie nawet wymarzyć!

Tym razem oczko wodne jest pełne gości.

Tym razem oczko wodne jest pełne gości.

Impale wracają na równiny długim szeregiem. Nagle dwa samce rozpoczynają pojedynek. Zderzają się głowami, siłują na rogi, a im bardziej zapierają się kopytami, tym więcej wzbijają malowniczego kurzu.

Walczące impale.

Walczące impale.

Zaś najlepsze jest to, że możemy tu wysiąść, więc spokojnie robimy zdjęcia. Wokół nas wyjedzone trawy nie kryją drapieżników, bo nie ma tu lwów, a z wielkich kotów są jedynie lamparty, jednak o tej porze kryją się w buszu.

Pożegnanie dnia

Podjeżdżamy jeszcze do rodziny strusi: tata z mamą bacznie obserwują okolicę, podczas gdy czworo ich dorastających dzieci z zapałem zajada co tylko wpadnie im w dziób. Są nastroszone niczym puchate kulki i mają jeszcze dziecięce plamy na szyi i głowie, ale ich nogi są już masywne i gotowe do ucieczki w razie zagrożenia.

Rodzina strusi.

Rodzina strusi.

Ten maluch jest już całkiem spory!

Ten maluch jest już całkiem spory!

Nasze safari miało trwać dwie godziny, żałuję, że ominie nas najpiękniejszy spektakl zachodu słońca, ale i tak jestem wdzięczna losowi, że udało się nam wyruszyć popołudniu. Tyle, że choć Modo obwieścił powrót na camp, to zaplanował dla nas jeszcze jeden przystanek.

Zatrzymujemy się nad otwartym solnisku, w tle powoli opada czerwona kula, zaś nad wodą… stoją cztery nosorożce! Co prawda stoją mało fotogenicznie, tworząc ciemną masę z której dumnie wystają rogi, ale i tak widok jest cudowny. Czasem bogowie podróży za nic mają twe plany, rzucając ci kolejne kłody pod nogi. Czasem jednak okazują swą łaskę.

W tym miejscu można było wysiąść z auta by obserwować nosorożce.

W tym miejscu można było wysiąść z auta by obserwować nosorożce.

Słońce ogromnieje nad horyzontem i w tym momencie nosorożce wyruszają w sobie tylko znanym kierunku. To jeden z najpiękniejszych widoków, jaki został w mym sercu na zawsze. Khama Rhino Sanctuary pokazało mi, że potrafi być prawdziwym rajem.
(Nawet jeśli wieczorem zabrakło wody w łazienkach. This is Africa!)

Nosorożec po chwili ruszył przed siebie.

Nosorożec po chwili ruszył przed siebie.

Dobranoc!

Dobranoc!

To safari miało miejsce podczas  wyprawy Africa Explorer dla Torre.pl. O Khama Rhino Sanctuary oraz innych wartych zobaczenia miejscach przeczytasz w książce „Botswana. Przed deltę Okawango i piaski Kalahari” zaś na safari zabierz: „Zwierzęta Afryki. Przewodnik na safari”. Do kupienia z autografem w sklepie Namib.pl oraz dobrych księgarniach.

"Zwierzęta Afryki. Przewodnik na safari".

„Zwierzęta Afryki. Przewodnik na safari”.

"Dlaczego pawian nie lubi żółwia?" - książka AfrykAnki z legendami o zwierzętach.

„Dlaczego pawian nie lubi żółwia?” – książka AfrykAnki z legendami o zwierzętach.


(c) AfrykAnka | Anka Olej-Kobus

 

 

Może Cię zainteresuje...