Jeśli marzy Ci się przygoda self-drive w Botswanie, ale wolisz aby ktoś ogarnął logistykę (a w razie czego pomógł wykopywać auto z piasku lub błota), to świetną opcją są wyprawy self-drive z przewodnikiem. Poniżej rozdział z książki „Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari” gdzie Jarek Skowron z Outventure.life dzieli się swoim doświadczeniem jako organizator takich wyjazdów.
Spis treści:

„Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari” pokazuje najciekawsze miejsca kraju.
Samochód waszym domem
Podczas moich wypraw self-drive jesteśmy świadkami wielkich spektakli natury i przeżywamy przygody, które zostają w sercu na zawsze. Przed każdą wyprawą lojalnie ostrzegam: „Uważajcie, spodoba wam się, i będziecie chcieli tu wracać”.
By pojechać na self-drive, nie musicie mieć doświadczenia w rajdach terenowych. Jeśli pokonujecie dystanse większe niż do najbliższego sklepu Żabki – dacie sobie radę. Po przygodę wyruszycie w samochodzie zaopatrzonym we wszystko, co potrzebne na biwak: od sztućców i solniczki, przez lodówkę, kuchenkę, stół, krzesła, prześcieradło, śpiwór, poduszkę, ręcznik, aż po namioty dachowe (wieczorem rozkładacie je jak książki, i spanie gotowe). Jest wygodnie i w miarę przestrzennie dla dwóch osób. Choć przyjmowanie gości może być nieco utrudnione.

Biwak gdzieś w Botswanie.
W gościnie u zwierząt
Dawno temu podczas pierwszej wyprawy, siedząc przy ognisku nad Okawango i wsłuchując się w busz pełen nocnego życia, uświadomiłem sobie, że jestem tu gościem. Nie „człowiekiem, panem Ziemi”, a jedynie gościem. Że wokół mnie tętni życie. Że ten rytm jest niezmienny od czasu, którego długość znacznie wykracza poza możliwości mojej wyobraźni. I to ja muszę się dostosować do tego rytmu.
Przyroda jest tu z nami bezustannie. Nawet gdy w trakcie safari wydaje się, że wokół nie ma nikogo, trzeba uważnie patrzeć na drogę, a niekiedy jechać slalomem, by ominąć żuki gnojarze mozolnie toczące swe kule. Duże zwierzęta często możemy obserwować z bliska – podchodzą do nas słonie, czasem lwy i lamparty. Antylopy, choć płochliwe, też bywają ciekawskie. Wypłoszone z krzaków guźce biegną, by po chwili się zatrzymać, jakby zastanawiały się: „Hm, a właściwie to dlaczego tak się spieszę?”.

Tu zwierzęta mają pierwszeństwo!
Po zachodzie słońca do obozu zaglądają goście. Czasem do ogniska podejdzie szakal, niekiedy hipopotamowi będzie akurat tędy po drodze. Często wokół krążą żenety, przyglądając się, co to za stwory przyjechały na ich teren. Zdarza się słyszeć ryk lwa i chichoty hien, a niekiedy nawet hipopotamy, które brzmią nieco jak parostatki.
W czasie dwóch tygodni wyprawy wiele osób przestaje się bać dzikiej przyrody, bo wie już, że do pokojowego współistnienia ze zwierzętami wystarczą dwie rzeczy: szacunek i dystans.

Zwierzęta nie zawsze zachowują dystans…
Self-drive z przewodnikiem
Często jestem pytany, czy lepiej jechać samemu, czy z przewodnikiem. To oczywiście zależy od oczekiwań, jakie macie wobec swoich wakacji, ale dzięki obecności przewodnika na pewno jest bezpieczniej i nie trzeba myśleć o logistyce. Główne zalety wyjazdu self-drive z przewodnikiem:
• Oszczędzacie dużo czasu. Przewodnik zna trasę i się nie zgubi. Załatwi po drodze wszystkie formalności, wie, gdzie zatankować i zrobić zakupy. Dopilnuje, by nikomu nie skończyła się woda. To ważne, bo po wjechaniu do delty Okawango kolejny sklep zobaczycie dopiero po sześciu dniach.
• Gdy złapiecie gumę lub zakopiecie się samochodem w błocie czy piasku (polecam – świetna przygoda), wykopywanie się z doświadczonym przewodnikiem potrwa znacznie krócej.

Czasem teren bywa trudny.
• Zobaczycie więcej zwierząt. Wypatrzenie ich w gęstym buszu bywa trudne, ale doświadczony przewodnik wie, w których miejscach jest większa szansa na obserwacje. Bo pewności spotkania nie ma nigdy, zwierzęta nie są etatowymi pracownikami parków narodowych, by codziennie stawiać się w umówionym miejscu w świeżo wyprasowanych koszulach. A jeśli nawet są, to kompletnie nie przykładają się do swoich obowiązków.
• Dowiecie się więcej o spotkanych zwierzętach. W książkach o safari znajdziecie informacje, które pozwolą wam zidentyfikować dostrzeżony gatunek, oraz trochę cyfr typu wielkość lub waga. Ale to przewodnik jest kopalnią ciekawostek. Jeśli chcecie o coś go zapytać, niech nie będą to rzeczy, które łatwo znajdziecie w internecie, np. ile trwa ciąża słonia, czy żyrafy mają tyle kręgów co myszy itd. Gwarantuję, że odpowiedzi szybko zapomnicie. Zapytajcie o to, co wiedzą tylko lokalsi: jak porozumiewają się słonie. Dlaczego koby śniade mają białe kółka na „bagażnikach”. Kto jest największym kozakiem wśród zwierząt Afryki. Dlaczego żyrafa zawsze podchodzi do akacji od zawietrznej, a impale są „fast foodem” (dosłownie).

Przewodnik wie, gdzie i kiedy wypatrywać zwierząt.
• Jesteście bezpieczniejsi. Przewodnik wie, jak obserwować zwierzęta, zna ich zachowania, dzięki czemu potrafi przewidzieć, czy jesteście gośćmi bardzo czy tylko trochę niepożądanymi.
Dlatego w czasie moich wypraw obowiązuje jedna niepodważalna zasada: zawsze słuchacie poleceń przewodnika. Bo oczywiście chcę, abyście zobaczyli jak najwięcej, zachwycili się pięknem natury, nie bali się zwierząt (co nie oznacza, że będę zachęcał do głaskania lwów i robienia selfie ze słoniem), ale przede wszystkim macie wrócić bezpiecznie do domu.

Podróż self-drive to super przygoda.
Nie tylko Botswana
Botswana o każdej porze roku jest wspaniałym miejscem na przygodę. Zachody słońca, magiczna atmosfera buszu i odgłosy toczącego się w nim życia, zwierzęta zajęte swoimi codziennymi sprawami. Wszystko to podglądasz z bliska. Z bardzo bliska. Wracasz szczęśliwy, po całkowitym resecie, z sercem pełnym niezapomnianych emocji.
Self-drive wprowadza nas w świat zwierząt, przestawia na tryb życia przyrody: wstajesz wcześnie i kładziesz się wcześnie. Masz całkowity kontakt z naturą, do pełnego nasycenia się. I to wszystko tylko za cenę czasowej rezygnacji z luksusów.

Kontakt z naturą – gwarantowany!
Z pewnością zechcesz tu wrócić. Lub pojechać na self-drive do innych krajów – Zambii, Zimbabwe, Tanzanii… Minister zdrowia przed tym nie ostrzega, ale Afryki z serca się już nigdy nie pozbędziesz. Bo jak mawiają miejscowi: „można zabrać człowieka z Afryki, lecz nie można zabrać Afryki z człowieka”.
Jarek Skowron | Outventure.life
Zdjęcia: Jarek Skowron i uczestnicy wypraw Outventure.life
Posłuchaj audycji AfrykAnki o Botswanie w Brzmieniu świata z lotu Drozda.
(c) AfrykAnka | Anka Olej-Kobus
