2025 – Chwila przed końcem roku

w poszukiwaniu tego, co ważne

przez AfrykAnka

Nim zegar wybije północ obwieszczając koniec roku, przez chwilę oglądam się za siebie…

Patrzymy w kalendarz zastanawiając się, gdzie się ten rok podział? Gdzie ten czas nam wsiąkł? Mnie w przeszłości kotwiczą wyjazdy. Tak pełne przeżyć i doświadczeń, że spamiętać ich wszystkich nie sposób. I książki: bo zawsze albo jakąś piszę, albo właśnie o kolejnej myślę. Codzienne życie to rzeczy drobne i nieważne obok wielkich spraw i kamieni milowych w naszym życiu. Tak to się zawsze przeplata.

I zawsze trzeba zapłacić daninę za to, co sprawia że życie jest warte przeżycia. Ceną za poczucie sensu i wierność sobie, bywa samotność. Wrażliwość wnosi w nasze życie ryzyko zranienia, ale też zachwyt i dostrzeganie piękna. Miłość rozjaśnia najgorszy mrok, ale przynosi też łzy…

A jakie doświadczenia przyniósł mi ostatni rok?

Od dawna czuję jakbym biegła. Ultra maraton przez życie. W rytmie kolejnych prowadzonych przeze mnie wypraw. Rekordowy był 2024: poprowadziłam 15 wyjazdów, przemierzyłam 15 krajów, spędziłam w Polsce 102 dni. Resztę byłam w terenie, głównie na safari w buszu i sawannie.

Rok 2025 miał być spokojniejszy – i w cyferkach niby taki był. „Tylko” 13 wyjazdów, „zalewie” 11 krajów (najwięcej czasu spędziłam w Botswanie). „Aż” 160 dni spędziłam w Polsce, ale nie był to czas leniwienia się! W tym roku wydałam książkę „Botswana. Przez deltę Okawango i piaski Kalahari”. Dużo pracy włożyłam też w książkę „Dlaczego pawian nie lubi żółwia” (wyszła pięknie!) oraz napisałam dwie kolejne książki dla dzieci (ale nic więcej nie zdradzę, bo na razie to tajemnica!)

Mam prawo czuć się zmęczona. Ale chyba jeszcze chwilę muszę (i chcę) biec. Kiedy patrzę na kalednarz wypraw 2026 to już teraz mam zaplanowanych 15 wyjazdów i być może to nie koniec. W przyszłym roku będę obchodzić małą rocznicę: 10 lat pilotowania wypraw. I wciąż to kocham, a im jestem starsza – tym więcej tych propozycji i ciekawych programów. Ale powoli czuję, że ubywa mi sił. Będę musiała zwolnić i jeszcze staranniej wybierać, do których miejsc chcę powrócić.

Chcę też mieć więcej czasu na spotkania z przyjaciółmi, rozmowy, bliskość. To ważna część mego życia. Kocham też dzielenie się opowieściami: w tym roku ze wzruszeniem w sercu występowałam na Festiwalu Terra bo tak samo jak 25 lat temu, na pierwszej edycji Terry, moim pokazem rozpoczęłam Festiwal. (Coraz częściej wspominając zdarzenia lub wyjazdy operuję już nie miesiącami lecz latami i dekadami. To niewątpliwy przywilej dojrzałości: że są historie i ludzie, którzy zdarzyły się w naszym życiu wręcz w innej epoce.)

2025 to był piękny, inspirujący, trudny i ważny rok. Kilka przeżyć zostanie w mym sercu na zawsze.

W Polsce podarowałam sobie sesję zdjęciową. Nigdy nie uważałam się za specjalnie ładną, ale w obiektywie Beaty Muchowskiej zobaczyłam najpiękniejszą siebie. Nikt nigdy mnie tak nie sportretował – ten czas w plenerze i zdjęcia to jedno z moich najlepszych wspomnień.

We'll meet again, don't know where, don't know when...

We’ll meet again, don’t know where, don’t know when…

W Tanzanii dotarłam na jeden z końców świata, ogromne jezioro Natron u stóp wulkanu, w pustynnym krajobrazie. Fenomenem tego miejsca jest rzeczka między skałami. Z wodospadem, pod którym można pływać. W upalnym dniu to cudowne doświadczenie. Leżałam w wodzie obserwując krople spadające z góry, niczym w zwolnionym filmie. I w pewnym momencie przyszła mi do głowy myśl: „Nigdy się nie bać. Podążać za sobą”. Wiedziałam, że to niemożliwe. Zawsze będzie coś, czego będę się bała. Sztuka życia pewnie polega na tym, by wiedzieć kiedy warto ten lęk przezwyciężać. Za to coraz lepiej udaje mi się podążać za sobą i słuchać mej duszy.

W Botswanie udało mi się nocować w Elephant Sands – miejscu gdzie często przychodzą słonie. I bywają naprawdę blisko. Wieczorem siedziałam w bezruchu przy ognisku, gdy jeden z szarych kolosów zatrzymał się przy mnie. Był dosłownie na wyciągnięcie trąby, dzieliły nas może trzy metry. Przez dłuższą chwilę patrzył mi w oczy. Słoń widziany z tak bliska, gdy siedzisz na ziemi… nie da się opisać tego uczucia. Jakbym spotkała wcielenie duszy nieujarzmionej przyrody Afryki…

W Polsce Sylwia Ciźla zrobiła o mnie reportaż w TVN. Kilkoro z moich przyjaciół mówiło w nim jak mnie widzą – niezwykłę dośwaidczenie, zobaczyć siebie oczyma innych ludzi. Pomyślałąm wtedy, że gdy będę wiedzieć, że odchodzę na zawsze to chciałabym zaprosić wszystkich przyjaciół i zrobić takie wspólne pożegnanie – bo co mi po ich słowach gdy będę po tamtej stronie? Wolę nacieszyć się nimi tutaj. Przy czym żeby była jasność: Urszula Dudziak powiedziała kiedyś, że najlepszy czas w życiu kobiety jest między pięćdziesiątką a setką, a potem się zobaczy. Zatem mam nadzieję, że jeszcze mamy kilka chwil razem!

W Barcelonie był najkrótszy – i może najważniejszy – wyjazd. Wpadłam na chwilę z synami do mej przybranej córci. By dzieciaki spędziły trochę czasu razem i wspaniale było widzieć jak ci młodzi ludzie tworzą swój własny świat. Ich istnienie jest największym sensem mojego życia.

Moja wspaniała banda trojga! Wypadem do Barcelony zakończyłam 2025 rok.

Moja wspaniała banda trojga! Wypadem do Barcelony zakończyłam 2025 rok.

Rok 2025 to spotkania z kilkoma ważnymi dla mnie osobami, długie listy i rozmowy przez telefon. Kilka przezytanych książek, które pokazały mi inne światy.
I kilka rozstań…

Wojna w Ukrainie dla mnie na zawsze będzie mieć twarz Witalika. W poprzednim życiu reżyser nagradanych filmów reklamowych, od 2022 roku walczył na froncie. W tym roku Jarek Skowron zbierał pieniądze na samochód dla jego 72 Brygady Czarnych Zaporożców, brakującą kwotę dołożył Exen (terenówki na front). Jarek zdążył przekazać ten samochód chłopakom w czwartek. Ogromna radość, że ktoś im pomaga. W poniedziałek Witalik nie żył… (Od 2014 roku wojna odebrała życie ponad 239 ukraińskich pisarzy. Projekt Memory Недописані zbiera nazwiska osób literatury, które zginęły w wyniku rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Wśród nich są żołnierze 72. Brygady). A Jarek zbiera teraz na samochód dla 65 Brygady (i ogromnie wam wszystkim DZIĘKUJĘ za wsparcie tej zbiórki).

Z Kasią zdążyłyśmy się zobaczyć na chwilę w środę, gdy wpadłam we wrześniu na kilka dni do Polski. Ciepła, wspierająca rozmowa, jak wszystkie nasze. „Rozjeździłaś się panienko!” – napisała mi ze śmiechem, gdy się umawiałyśmy. Miałyśmy kiedyś wyruszyć na safari, ciągle jej mówiłam, że słonie czekają, że będzie pięknie. W piątek los anulował wszystkie plany. Na śmierć osób, które kochamy nigdy nie jesteśmy gotowi… Nie wiedziałam, że była aż tak ważna w moim życiu, bo jej odejścia nigdy nie brałam pod uwagę. W końcu to ja jeździłam do tej „niebezpiecznej” Afryki.

Świat się nie zatrzymał, życie pobiegło dalej. W Uvi House w Tanzanii, zawieszonym między niebem a ziemią, tuliłam duszę i serce, zbierając siły do dalszego trwania.

Dawno temu, w najtrudniejszych chwilach po śmierci mojej córeczki, gdy łzy nie pozwalały nam mówić, wymieniałyśmy z moją mamą listy. W jednym z nich napisała mi: „Stworzyłam sobie szklany pancerz nad sobą i najbliższą rodziną. Może to infantylne, ale ideałem jest dla mnie mama Muminka: ‘- No cóż moi drodzy – powiedziała Mamusia Muminka, kiedy rankiem wszyscy wyszli do ogrodu. – Już po końcu świata, teraz trzeba to wszystko posprzątać’. Wbrew pozorom córeczko, jest to bardzo głęboka filozofia życiowa.”

Po każdym końcu świata kiedyś trzeba zacząć znowu żyć. Na ile to możliwe – mądrzej, uważniej. Nie wiem na ile mi się to uda, ale będę się starać. Każdego dnia choć trochę.

Nie odkładajcie życia na później. Powie wam to każdy, kto choć trochę doświadczył, ale najpiękniej ujęła to Agnieszka Osiecka:

Myślałam, że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało. Nie odkładajcie na później piosenek, egzaminów, dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. Nie mówcie jej „przyjdź jutro, przyjdź pojutrze, dziś nie mam dla ciebie czasu.” Bo może się zdarzyć, że otworzysz drzwi, a tam stoi zziębnięta staruszka i mówi „Przepraszam, musiałam pomylić adres…” I pstryk, iskierka gaśnie.

Patrzę w kalendarz na terminarz prac przy kolejnej książce, na wyjazdy zapisane na 2026 rok. „Chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swych planach”. Wszystko to kruche jak skrzydła motyla, a jednak nic innego nie mamy – jak tylko tę dziecięcą wiarę, że jutro słońce wzejdzie i przeżyjemy kolejny dzień, mniej więcej tak, jak sobie to założyliśmy. Starając się nie odkładać na później tego, co naprawdę ważne. Zakładając wcześniej liliowy kapelusz.

Jeśli zatem mogłabym wam czegoś życzyć na ten 2026 rok, to właśnie uważności. Bliskości, wrażliwości, empatii. Bądźcie blisko tych, którzy są dla was ważni.
I miłości.


(c) Anka Olej-Kobus | AfrykAnka.pl

Może Cię zainteresuje...